|

Team Cioci Wiesi powstał 11 września 2007 r. z inicjatywy: Elvisa, IrReda oraz Fefana. Trzeba przyznać, że zarówno sam zespół, jak i nazwa, powstały dość spontanicznie, gdyż podczas gry na serwerze FC mini, kiedy to wyżej wspomniana 3 bardzo dobrych znajomych postanowiła zacząć grę pod 1 tagiem. Po jakże wielu długich i burzliwych dyskusjach nazwa wreszcie została wybrana. Elvis rzucił propozycję: Team Cioci Wiesi, a jako że dla założycieli najważniejsza była dobra zabawa, to i bez zastanowienia nazwa została przyjęta, a trójkę przyjaciół zaczęła łączyć kolejna rzecz- wspólny tag *tcw*. Podczas tworzenia naszej małej rodziny na serwerze obecny był również Jarecki, który to stał się naszym pierwszym i jakże trafionym nabytkiem. Następnymi osobami, które zostały przyjęte do TCW byli Baser, Fan, Guts, Star oraz nasze wieczne maskotki: Lolka i Magda. Skład był już w miarę liczny (13 osób, ale połowy z nich już z nami nie ma, i jest to jeden z powodów, dla których nie znajdziecie o nich więcej info), więc mogliśmy przystąpić do rozsławiania tcw, poprzez grę w różnych turniejach.
Pierwszy turniej, w którym tcw wziął czynny udział odbył się w listopadzie, a była to liga zorganizowana przez klan SOD. Nie da się ukryć, że Ciotki nie były uważane za faworyta. Ale zważywszy na fakt, że była to pierwsza okazja do opuszczenia naszego ulubionego serwera i poświęcenia uwagi trasom typowo technicznym i turniejowym, to nie ma się czemu dziwić. Jednak już wtedy tcw, na czele z Jareckim (który nawiasem mówiąc wyrastał na prawdziwego bota) pokazało, że jest w nim spory potencjał i pokonując takie teamy jak: HD, P4G, czy w końcu SOD, zapewniło sobie zwycięstwo w naszym pierwszym, poważnym turnieju.
Podnieceni (ojj tak... Było super) opisanym już sukcesem postanowiliśmy sięgnąć jeszcze wyżej i zapisaliśmy się do 5 edycji najważniejszej, drużynowego turnieju Trackmanii w Polsce, a mianowicie: Polish League, który wystartował w grudniu 2007 r. Mimo krótkiego stażu na scenie, dzięki naszym graczom (Fan, Guts, Jarecki) udało się nam zająć 6 miejsce w kwalifikacjach, a to oznaczało tylko jedno: walczymy z najlepszymi Polskimi drużynami o miano tej jedynej, tej najlepszej. Jednak takie teamy jak: Wilda, pS i GT okazały się dla nas za silne. Ostatecznie wygraliśmy mecze z FM oraz SOD, co ostatecznie dało nam 5 pozycję w tych jakże prestiżowych, jak na Polską scenę, rozgrywkach. Zważywszy na fakt, że istnieliśmy dopiero parę miesięcy, a każdy z nas większość czasu spędzał na mini, to myślę, że wynik nie był wcale taki zły... No dobra żartuję... Daliśmy ciała i tyle. No ale starczy o tym. Pora przejść do dalszej historii.
Zanim PL5 dobiegło końca, w klanie miały miejsce 2 inne wydarzenie, które również zasługują na wspomnienie w tej historii (zresztą... jakby nie były opisane, to znowu by były fochy na gg, więc wolę o tym przypomnieć). Otóż na przełomie stycznia i lutego 2008 r. Team Cioci Wiesi po raz kolejny się powiększył i przyjął 2 kolejnych, dobrych graczy. Wandal i Waściu, bo o nich właśnie mowa, tak się zadomowili pod spódnicą, że na ich szczęście zostali pod nią do dzisiaj. Inna sprawa, że jakby ich u nas nie było, to by się nawet w tej historii nie pojawili. Cóż zrobić... Takie prawa rynku.
Kolejnym wydarzeniem, któremu będzie poświęcone parę linijek będzie, a w zasadzie będą: Polish Trackmania Awards 2007. Od graczy, dla graczy. Tak pokrótce można scharakteryzować te, jak sama nazwa wskazuje, nagrody. Mimo że nasz team istniał dopiero 5 miesięcy, to już został doceniony przez scenowiczy i zgarnął 3 wyróżnienia. Jedno dla naszego późniejszego mistera sceny, Jareckiego, który został okrzyknięty mianem: Odkrycie roku wśród graczy. Nieprzespane noce, wagary i inne gary przyniosły efekt i Menda mogła wyobrazić sobie wznoszenie złotego pucharu w powietrze przy wiwacie tłumów. Ale jako że żadnego pucharu nie było, a Jarkowi nie wypada poświęcać więcej miejsca, to napiszę, że jakieś nagrody padły też łupem całego Teamu Cioci Wiesi, który od stycznia 2008 r. mógł się ogłaszać jako: najbardziej przyjazny klan sceny. Mogliśmy również cieszyć się z nagrody Fair Play dla klanu. Co tu więcej mówić? Mieliśmy graczy, mieliśmy super atmosferę, to i scenowicze musieli to docenić i rzucić nam parę głosów, za co przy okazji chcieliśmy im podziękować... To nic, że robimy to dopiero ponad półtora roku później. Jak to się mówi: lepiej późno niż wcale, prawda?
A teraz przeniesiemy się trochę w przyszłość. Dokładnie to 2 miesiące w przyszłość, gdyż właśnie wtedy w klanie miało chyba miejsce kolejne, chyba w miarę ważne wydarzenie chyba. Chyba za dużo chyba, nie? W każdym bądź razie jest to uzasadnione, gdyż w marcu 2008 r. doszedł do nas kolejny gracz, i tym razem nie chyba, ale naprawdę. Graczem tym jest właśnie Chybeck, którego po przeglądaniu topica rekrutacyjnego jeszcze u nas nie przywitałem, co czynię właśnie teraz. Witam Ciebie Chybeck serdecznie i życzę powodzenia w tcw. Chociaż te spóźnione życzenia są zupełnie niepotrzebnie, gdyż już na dobre zadomowiłeś się pod spódnicą.
Kolejny skok w przyszłość. Tym razem do roku 2008, a dokładniej do maja. Wtedy to rozpoczęła się kolejna, jak dla nas 2, a ogólnie 6 edycja nieoficjalnych mistrzostw Polski. Po paru wzmocnieniach, a także po nabraniu niezbędnego doświadczenia mieliśmy nadzieję na lepsze miejsce, niż to wywalczone w PL5. Zaczęło się dobrze, a nawet bardzo dobrze, gdyż dzięki bardzo dobrej postawie: Fana, Jareckiego, Mrozia (którego już u nas nie ma) oraz Wandala wygraliśmy kwalifikacje do tego turnieju. Cóż to była za niespodzianka. Cóż to był za szok. Można powiedzieć, że wyniki kwalifikacji były zaskoczeniem nawet dla najstarszych górali. Co prawda dalej już tak kolorowo nie było. Po przegranym meczu z dywizją multiklanu D-Link PGS oraz słabszym bilansie małych punktów, w konfrontacji z dywizją innego multi- peXg, tcw zajęło ogólnie 3 miejsce w turnieju, za dwoma wspomnianymi wyżej drużynami. Sukces? Nie da się ukryć, że liczyliśmy na więcej, ale z miejsca na pudle i tak się cieszyliśmy. Bo kto by jeszcze jakiś czas wcześniej pomyślał, że „miniowy” (nie, nie... Nie chodzi o ubiór) klan zostanie 3 drużyną w Polsce? No właśnie.
Polska ma flagę biało – czerwoną, Monako ma flagę biało – czerwoną, Austria również. Stany Zjednoczone natomiast... No dobra przecież nie miałem tutaj pisać o Flaggach, prawda? Miałem wspomnieć o innym, równie ważnym wydarzeniu, które nadaje się do ujęcia w naszej historii. W trosce o nasze bezpieczeństwo oraz coraz lepsze wyniki w turniejach, postanowiliśmy ściągnąć do nas kolejnego zawodnika. Można powiedzieć, że nawet początkującego bota. I tutaj właśnie powinno się okazać, że temat o Flaggach nie był zupełnie nietrafiony, gdyż naszym nowym nabytkiem został właśnie Flagg. Ale jako że już go u nas przywitałem, powodzenia życzyłem, to teraz mogę to sobie darować i napisać tylko: fajnie mieć Cię pod spódnicą.
Tak się jakoś przyzwyczaiłem do tego skakania, więc postanowiłem po raz kolejny skoczyć trochę w przyszłość. Tym razem do września 2008, kiedy to rozpoczął się kolejny turniej, w którym postanowiliśmy wziąć udział. Jakby tego było mało, był to turniej międzynarodowy. 5 edycja Stadium Team Championship. 127 klanów z całego świata. Czołowe światowe drużyny, najlepsi światowi gracze, a wśród tego wszystkiego Team Cioci Wiesi. Na początek faza grupowa. Nasze mecze z IR + Tora, VM oraz 2TEP4U wygraliśmy bez większego problemu, stosunkiem 3:0. Wyjście z grupy na pierwszym miejscu, początek fazy playoff i kolejne łatwe zwycięstwo 3:0, tym razem z teamem #DoS. A następnie... No cóż... Czekał nas mecz z wicemistrzami świata qrg nWo. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko i tak było. Jednak utytułowany rywal nas nie wystraszył i ten mecz przegraliśmy w stosunku 1:2. Ważny wspomnienia jest fakt, że jednak w wygranych rundach okazaliśmy się lepsi. No ale cóż zrobić. Na tym meczu zakończył się nasz udział w STC5, a my musieliśmy się zadowolić wynikiem, który dawał nam miejsce wśród 32 najlepszych klanów świata. Teraz tylko czekamy na kolejną edycję tego turnieju, aby zawędrować w nim jeszcze dalej.
No to zostaniemy jeszcze przez parę linijek przy wrześniu, gdyż w tym miesiącu miało miejsce jeszcze jedno w miarę ważne, choć bardzo krótkie wydarzenie. 25 tegoż miesiąca zaczęła się nasza przygoda z multigamingiem, zresztą niedługo też się zakończyła, ale o tym później. Wielkie obietnice, wielkie nadzieje, wielkie słowa. To wszystko przekonało nas, aby dołączyć do nowopowstającego multiklanu: Phantom esports. Dołączyliśmy, pożegnaliśmy się z Ciocią, scena na dobre nie zdążyła przyzwyczaić do naszego nowego taga, a już go nie było. Powód? MG powstał, miał być nawet sponsor. Ogólnie wszystko miało być ładnie, pięknie, kolorowo. Normalnie niczym w krainie mlekiem i piwem płynącej. Po jakimś czasie okazało się jednak, że sponsor postanowił nas olać, gaming rozpadł się nim na dobre zaczął funkcjonować, a my niewiele myśląc, 17 listopada 2008 r. powróciliśmy do taga *tcw*. I w taki właśnie sposób, zaledwie po paru krótkich tygodniach zakończyła się nasza przygoda z multiklanem, która mimo swojego przebiegu i tak zasługiwała na parę zdań, głównie ze względu na zmiany kadrowe, ale o tym niżej.
Jak zostało udowodnione, nowy tag przyciąga, więc dziwne by było, jakby w ciągu prawie dwóch miesięcy nie doszło do kolejnych transferów (w końcu, kiedy o tym piszę, takowe okno w piłce nożnej trwa w najlepsze, więc pozwalam sobie użyć tego słowa). Wiadomo, dobrych botów nigdy dosyć, ale wiadomo też, że nie od razu Rzym zbudowano, więc zamieniając to na bardziej e-sportowy język, nie każdy jest botem od razu, a wytrenowanie dodatkowego gracza do takiego właśnie stanu, potrafi ucieszyć, i to nawet bardzo, dlatego też postanowiliśmy przyjąć w nasze szeregi Chmiela, aby przekształcić go w wyżej wspomnianego bota. Doszło do tego (do przyjęcia, a nie do przekształcenia) 18 października i od tego czasu cały czas pracujemy nad jego skillem, żeby wreszcie mi dorównał. Ale co tu ukrywać. Sporo mu jeszcze brakuje. Jednak w team wpasował się tak dobrze, że ani myślimy się z nim rozstawać. Chyba mam rację, nie?
No i kolejny transfer. Chęć dołączenia do Cioci (wtedy jeszcze Phantomu) wyraził kolejny gracz. Czas na trasie rekrutacyjnej zrobił, rozmowę z zarządem odbył, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby Kamilos przywdział spódnice i oficjalnie stał się jednym z nas, a miało to miejsce 3 listopada 2008. Na jego i nasze szczęście, stan taki istnieje do dzisiaj, zmiana nazwy nic nie zmieniła i w każdym momencie możemy liczyć na jego skilla, dzięki któremu już parę razy mogliśmy wrócić z meczu z tarczą, a nie na niej.
Dalsza część roku 2008 minęła bez większych drużynowych wydarzeń (a pewnie zorientowaliście się już, że tylko takie zostają opisane), więc z nowym zapałem wkroczyliśmy w nowy rok, aby dobrze się bawić, a przy okazji może coś wygrać. Nasze wygrywanie, zaczęło się już w styczniu, ale o dziwo nie dotyczyło żadnego turnieju, a kolejnej edycji scenowego głosowania, noszącego miano: Polish Trackmania Awards 2008. Jeśli chodzi o drużynę, to zdobyliśmy następujące wyróżnienia: Najlepszy klan, Najlepsze klanowe logo, Najlepsza klanowa strona oraz 3 miejsce w kategorii: Najlepszy klanowy serwer. Natomiast jeśli chodzi o wyróżnienia indywidualne, to szczęśliwcami spod spódnicy byli:
Baser- 2 miejsce w kategorii: Najlepszy polski film TM (Baser skill movie by Iam),
IrRed- Najlepszy CL (wspólnie z Jakubem z obecnej Fabryki Strachu), oraz 3 miejsce w kategoriach: Najbardziej zasłużony dla sceny oraz Osobowość sceny,
Jarecki- Najlepszy polski gracz, Najlepszy polski film TM (Jarecki skill movie by Vegas) oraz 3 miejsce w kategorii: Najlepsza trasa TMNF (PL6-Jarecki-D),
Megane- 3 miejsce jako Osobowość sceny,
Paweł- Odkrycie roku (chociaż to wyróżnienie zdobył jeszcze grając pod barwami D-Link PGS)
Wandal- 3 miejsce w kategorii Odkrycie roku.
Jako że już wielokrotnie dziękowałem za oddane na nas głosy, to tym razem się z tym wstrzymam, a wyrażę tylko nadzieję, iż nie są to nasze ostatnie awardy, zarówno jako drużyny, jak i indywidualności.
W styczniu też rozpoczęła się kolejna edycja Polish League, tym razem z cyferką 7 na końcu. Oczywistą oczywistością jest fakt, iż w tejże lidze nie mogło zabraknąć Teamu Cioci Wiesi. Po 3 prostych zwycięstwach z HardPlay, X-treme X-Drifters oraz Republiką Herbacianą przyszła pora na mecz z mistrzami polski, dywizją D-Link PGS. Mimo bardzo zaciętego meczu udało nam się wygrać tylko 1 trasę, ogólnie przegrywając 1:2. Cóż zrobić. Po raz kolejny okazali się lepsi. Miejmy tylko nadzieję, że po raz ostatni. W każdym bądź razie, złoto się od nas oddaliło, ale za to od srebra dzielił nas tylko ostatni mecz z Fear Factory. Wynik 3:0 na naszą korzyść mówi wszystko. Fabryka Strachu nie okazała się zbyt wymagającym przeciwnikiem i bez większych problemów zapewniliśmy sobie 2 miejsce w końcowej klasyfikacji turnieju. Jako że już parę razy gratulowałem, to teraz napiszę tylko: trenować, bo PL8 coraz bliżej.
Następne 2 miesiące minęły pod znakiem różnego rodzaju turniejów indywidualnych, ale jako że od początku tej historii, takowe wydarzenia staram się omijać szerokim łukiem (komu by się chciało pisać kolejne 10 stron o jakichś turniejach wygranych przez Jarka, Wandala i inne Wieśki) więc po prostu je pominę i przeskoczę od razu do kwietnia, a dokładniej rzecz ujmując, do 20 kwietnia bieżącego roku. Wtedy to nasza mała rodzinka po raz kolejny się powiększyła. Oczywiście nie zawdzięczamy tego faktu Magdzie, a dokładniej jej ciąży, ale Krzychalowi, który postanowił napisać temat na naszym forum z prośbą o przyjęcie. Pokazał nam swoje najlepsze przejazdy, zrobił przyzwoity czas na trasie rekrutacyjnej, więc czego chcieć więcej? Postanowiliśmy dać szansę temu obiecującemu młodemu graczowi i pozwoliliśmy założyć taga tcw, jednocześnie mając nadzieję, że któregoś dnia stanie się jednym z naszych podstawowych graczy. A tak w ogóle, to powodzenia.
A teraz dla odmiany znajdujemy się w Polsce. Dokładniej w Wejherowie. Jest piękny, czwartkowy wieczór. Dokładniej, parę minut po 20, 30 kwietnia. Wtedy to niejaki Metex, mając dość ciągłego spamowania Fefana, postanowił napisać na forum tcw. Niby chciał się tylko przywitać, ale jednak zmienił zdanie i wyraził chęć dołączenia do Ciotki. Wtedy jego głowę wypełniała 1 myśl: „czy odrobiłem pracę domową na matematykę?” Bo swojego dołączenia pod spódnicę mógł być niemalże pewien. I tak właśnie było. Już 1 maja został poproszony o zmianę taga, dodany do drużyny na stronie, a nawet dostał dostęp do ukrytej części forum (o dziwo takowe też posiadamy). Innymi słowy stał się pełnoprawnym członkiem Teamu Cioci Wiesi. I niech tak pozostanie jak najdłużej.
Z Wejherowa przenosimy się do Krakowa. A jako że podróż polskimi drogami trochę zajmuje, to i czas jest odpowiednio późniejszy. Miejsce: jak już wspomniałem, Kraków. Data: 15 czerwca 2009 r. Godzinka: 15:17. Wtedy właśnie Paweł, który nawiasem mówiąc opuścił szeregi PGS, wyraził chęć dołączenia do tcw. Tzn. należy sprostować, iż Paweł nieoficjalnym członkiem naszego teamu został już parenaście dni wcześniej, a 15 napisał o tym na forum. Czemu tak późno? Ciągle ważny kontrakt z poprzednią drużyną. A teraz najważniejsza sprawa. Jakim sposobem ten jeden z najlepszych polskich graczy znalazł się pod spódnicą? Otóż cała zasługa tego przedsięwzięcia należy się Magdzie, która w tak zawzięty sposób namawiała Pawła do podjęcia takiej decyzji, że ten biedak nie miał już siły jej odmawiać. Nie można też zapomnieć o zasługach Fefana, który w nieco inny, ale równie skuteczny sposób namawiał Pawła do zmiany klanowych barw. Najważniejsze, że ów gracz jest u nas i mam nadzieję, że razem z Metexem na dobre wproszą się do naszego meczowego składu i pomogą wygrać niejedną ligę, a także sami osiągną jeszcze większe sukcesy indywidualne.
Tym razem z Krakowa przenosimy się do Nysy. Dla odmiany jednak, skorzystaliśmy z teleportu, który to pozwolił nam przenieść się w inne miejsce, w ciągu zaledwie parunastu sekund, więc w dalszym ciągu kalendarz pokazuje 15 czerwca 2009 r. Wtedy to miało miejsce kolejne wzmocnienie. Po raz kolejny, grawitacja Ciotki zadziałała i doprowadziła do przyciągnięcia byłego członka D-Link PGS. Nie chodzi jednak o gracza, a managera. W4rlike, bo o nim właśnie piszę, wyraził chęć wejścia pod spódnicę i jej reprezentowania. A że botom z różnych dziedzin się nie odmawia, to i bez dłuższego zastanowienia postanowiliśmy dać mu szansę i przekazać insygnia, świadczące o posadzie managera Teamu Cioci Wiesi. Mamy nadzieję, że będzie zadowolony z tego stanowiska i właśnie tego mu życzę.
No i to by było na tyle. Tak właśnie wyglądają 2 lata z życia Teamu Cioci Wiesi. Od 11 września 2007, do 11 września 2009. Wiadomo, że wydarzeń było o wiele więcej, ale niektóre były tak błahe, lub tak krótkotrwałe i mające niewielki wpływ dla Ciotki, że po prostu nie warto było o nich pisać. Były też wydarzenia ważniejsze, o których można by napisać całą książkę (np. turnieje indywidualne), ale jako że miała to być historia o wiele krótsza niż np. „Krzyżacy”, więc i niektórym informacjom po prostu musiałem podziękować. Nie pisałem też o osobach, których z różnych względów już u nas nie ma. Główną przyczyną było to, że w ciągu tych 2 lat trochę osób się przez nas przewinęło, a ja po prostu o wszystkich nie pamiętam. A nie chciałem wymienić paru graczy, którzy do teamu nie wnieśli dosłownie nic, a zapomnieć o takich, którzy pomagali nam rozwinąć naszą drużynę, lub też wygrać jakiś mecz. Dlatego też, z tego miejsca chciałem podziękować wszystkim osobom za Wasz czas i zaangażowanie włożone w rozwój naszej małej rodziny. Naszemu teamowi natomiast, życzę dalszego rozwoju i kolejnych lat, spędzonych w na pewno nie mniejszym składzie. |