Strona główna FORUM Artykuły Galeria TCW Skład TCW Blog by Fefan TCW History by Fefan Wyniki meczów Kontakt
Nawigacja
Portal
  Strona główna
  Artykuły
  Download
  Kontakt
  Szukaj
  Galeria

Team Cioci Wiesi
  Skład
  Galeria TCW
  TCW History by Fefan
  TCW Blog by Fefan

Server panel


Partnerzy
GIGABYTE
GIGABYTE
TM Awards 2008



InfoPanel v.2.1
Ostatnio widziani
 @Fefan04:03:21
 ~Mikus05:26:29
 ~Wasciu05:50:15
 ~Matu06:08:15
 :*Megane06:08:35
 ^Kamilos06:09:07
 ^chybeck06:10:02
 ~Arsen06:18:48
Najnowsze posty
PL9
[59 / 522]
Na poważnie.
[2 / 24]
CPS- 5.09 vs ...
[2 / 44]
mapki tech.
[4 / 68]
Kolejny mecz ...
[10 / 102]
Ostatnie mecze
Project O. 2:0
FlawlessV. 2:0
Vodka 2:0
Green B. 2:0
In Dark F. 2:0
NewEra W. 2:0
Million Ye... 2:0
#
Nazwa
Punkty
Mecze
Score diff.
PP red.
Final
. Universal Soldiers
. National Racing Club
. Ottoman Gaming
. Ultimate Gaming
. Fanatics.Runners
. nSpire
. ExtaZ!
. Wings of Speed
. Portuguese Dreamers
. Legend Racers
Witaj w moim blogu
Październik ponownie opisany

Minął kolejny miesiąc, więc pora podzielić się z Wami kolejnym blogiem, opisującym nasze poczynania na scenie TMNF. Zmiana nazwy, kwali do PL8, zmiana nazwy, PGA, zmiana nazwy, I kolejka PL8, zmiana nazwy... Innymi słowy będzie o czym czytać. Dlatego też, po raz pierwszy nie przedłużając, zachęcam do dalszego ciągu.



Tym razem podstawowe założenia chronologii zostawimy za sobą i zaczniemy od informacji, która swoją oficjalną premierę miała w połowie miesiąca. Myślę jednak, iż jest ona na tyle istotna, żeby od niej właśnie rozpocząć kolejny odcinek naszej małej telenoweli. Właśnie sobie przypomniałem, że organizacja o której zamierzam teraz popisać pojawiła już się w jednym z poprzednich blogów. Dokładniej w blogu kwietniowym, kiedy to opisany został turniej TMNF właśnie przez nią organizowany. Wtedy jednak nic nie zapowiadało naszej współpracy, dlatego też skupiłem się praktycznie wyłącznie na turnieju, organizację natomiast pominąwszy. Teraz wypadałoby to zmienić, gdyż 16 października 2009, czyli ponad 2 lata od naszego powstania, dołączyliśmy do organizacji Betsson Voodoo Gaming. Może i podobne informacje pojawiły się wcześniej, dokładniej to przed WCG, jednak oficjalne nawiązanie współpracy miało miejsce właśnie w połowie tego miesiąca. Jest to nasz 2 gaming w karierze i mamy nadzieję, że tym razem współpraca będzie o wiele lepsza i przede wszystkim dłuższa. No ale wracając do BVG. Najlepszy polski WC3, jeden z najlepszych polskich graczy SC, dywizja QL. Innymi słowy, jeden z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych polskich gamingów. Oprócz tego solidne zaplecze sponsorskie i managerskie. Dlatego też nie powinno dziwić, że to właśnie z nimi postanowiliśmy się związać i póki co tego nie żałujemy. Na zakończenie tego akapitu chciałbym podziękować Warlikowi, gdyż to głównie dzięki niemu doszło do zmiany naszych barw.



Kolejnym wydarzeniem, któremu chciałem poświęcić chwilę było Poznań Game Arena. Tak, dobrze przeczytaliście, chciałem... Tak się składa, że tym razem nie miałem swojego zaufanego wysłannika, który informowałby mnie o każdej rundzie oraz każdym naszym graczu, który brał udział w tej imprezie. Smsy Pawła okazały się niewystarczające. To samo tyczy się Reda oraz Jarka. Dlatego też mogę tylko napisać, iż na PGA 2009 barwy BVG.TMNF reprezentowali: Magda (która dbała o ogólną motywację zespołu, wymachując pomponami), Baser (którego zadaniem było odbieranie ludzi z dworca i oprowadzanie zwiędzających po Poznaniu), Star (który jak zawsze pił, a raz nawet dotarł do ćwierćfinału), IrRed (sam nie wiem co tam robił. Pewnie wypatrywał chmur przez szyberdach, aby z tradycji stało się zadość), Jarecki (który wywalczył 2 miejsce) oraz Paweł, który podrywał Magdę, a w międzyczasie zdołał wygrać sobotni turniej. Szkoda tylko, że wspomniana na końcu 2 nie mogła zagrać w niedzielnym finale, gdyż sądząc po ich formie oraz totalnej dominacji w finale sobotnim, mielibyśmy 2 dodatkowe miejsce na podium. Warto jeszcze dodać, że niedzielny finał wygrał Shadow. I to by było na tyle. Może i krótko, ale tak samo byłem informowany, więc nie ma co dalej ściemniać (chyba po raz pierwszy) i najwyższa pora iść dalej, do kolejnego wydarzenia.



A wydarzeniem tym będzie: tamtamtam (to są fanfary jakby ktoś nie wiedział) Polisz Lig Łosiem. Sam nie wiem, czy oficjalne, czy w dalszym ciągu nieoficjalne, drużynowe mistrzostwa polski w TMNF. Po wielu zgrzytach, sporach, kłótniach, groźbach, prośbach, błaganiach, przekupstwach... Chwila... W końcu żyjemy w sprawiedliwym kraju, w którym takie działania nie mogą mieć miejsca, więc po prostu zapomnijmy o tych paru określeniach, które nie pasują do pozostałych (swoją drogą przypomniały mi się pewnego rodzaju zadania ze szkoły, gdzie trzeba było wykreślić jedną z wypisanych nazw, która tak się ma do reszty, jak Redzik do naszego wyjściowego, meczowego składu) i żyjmy, a w tym wypadku idźmy, dalej. W każdym bądź razie, dzięki poważnemu podejściu do sprawy Basera i wspomnianego już Reda (który nawiasem mówiąc został następnie wypchany z organizacji tegoż turnieju przez paru/jednego krzykaczy/krzykacza, którym/któremu, nie spodobało się to, że wtedy jeszcze TCW dominuję ligę, przed jej oficjalnym rozpoczęciem) oraz następnie paru osób do pomocy doczekaliśmy się tras, następnie kwalifikacji, następnie... Hmm wspomniałem coś o kwalifikacjach? No właśnie. Dlatego też wypadałoby poświęcić im trochę więcej miejsca. Pytanie tylko, czy wystarczająco do rozpoczęcia nowego akapitu? Oczywiście mógłbym wychwalać cały nasz skład pod niebiosa, co jednak po paru słowach stałoby się nudne, dlatego też kontynuowanie tekstu po „Enterze” mija się z celem, więc o kwali wspomnę po tzw. kropce. Tak więc „kropka” i lecimy dalej. 11 października o godzinie 20:00 na serwerze tcw odbyły się kwalifikacje do 8 edycji Polish League. Rozpraszająca osoba z konkurencji i zarazem sędzia o nicku Oddo był, zawodnicy byli, więc rozpoczęliśmy 15 minut prawdy, po których miało się okazać czy osiągniemy niewątpliwy sukces i po raz kolejny dostaniemy się do 6 najlepszych polskich drużyn. Już pod koniec czasu było wiadomo, że tak. Dzięki bardzo dobrej grze Flagga, Jarka, Metexa i Wandala udało nam się wejść do 1 ligi. Ba. Udało się nam nawet te kwalifikacje wygrać, daleko z tyłu zostawiając całą konkurencję. Więc po raz kolejny chciałem pogratulować naszym graczom dobrego wytrenowania i podziękować za wysiłek włożony w trening, co zresztą jeszcze parokrotnie w tym blogu powtórzę... Teraz sobie jednak myślę, iż umieszczenie kwalifikacji w osobnym akapicie nie byłoby wcale takie głupie... Złapał mnie jednak przysłowiowy „mały leń”, a jako że nie mam przy sobie odstraszacza w postaci TurboDanioMana, który by wstrętnego lenia zawstydził, co doprowadziłoby do powrotu parę linijek wyżej i naciśniecie klawisza „Enter” musi zostać jak jest.



A teraz przechodzimy dalej. 1 mecz w Polskiej Lidze 8 rozegraliśmy z teamem No Name. Najprościej byłoby powiedzieć: „No Name - No History ”. Bo i jak zapamiętać mecz, którego najważniejszym wydarzeniem wybranym przez społeczność tmpl-owską, był jeden remis na którejś z tras? Życie jednak nie jest wcale proste, więc dla tych wszystkich, którzy się nie orientują, wypadałoby napisać przynajmniej trasy oraz nasz skład. Trasy? Proszę bardzo: Hubi, Santa, Maxer. Skład BVG.TMNF? Ależ oczywiście, oto i on: Fan i Metex na każdej trasie oraz Flagg, Jarek, Nugget i Paweł, którzy od czasu do czasu się zmieniali. Wynik? Proszę bardzo, ale rachunek prześlę pocztą: 7:0, 7:0, 7:0, co w łącznym rozrachunku daje: (pora na głębszą matematykę... Więc to jest ciąg postępujący od lewej... geometryczny... czyli jak mam pierwiastek... Mówiłem już że lubię kabarety?) 21:0, co jak łatwo można wyliczyć, już bez pierwiastków, ciągów itp., daje 3:0 w dużych punktach. Oczywiście naszym laleczkom gratuluję wyniku, a teraz czym prędzej skaczemy do kolejnego wydarzenia, gdyż tam niewątpliwy hit.



Hitem tym miało być nagie zdjęcie Dody (nie mylić z Oddą), ale jako że zdjęcia tego nie mogę umieszczać w trosce o Wasze bezpieczeństwo, skupię się tylko na naszym 2 meczu w PL8. Jeszcze do niedzieli zagraliśmy z nimi 4 mecze, z czego wszystkie, bardziej lub mniej wyraźnie, przegrywaliśmy. Zawsze jednak powtarzaliśmy sobie, że kiedyś się odbijemy i wreszcie wygramy. 1 listopada 2009 w końcu nam się udało. Drużyna Hacka, która od jakiegoś czasu występuje pod nazwą Creative Fear Factory X-Fi, musiała uznać naszą wyższość. Po bardzo zaciętej walce na Macu, gdzie naszych barw bronili: Flagg, Jarecki, Nugget i Paweł, udało nam się wygrać z wynikiem 7:4. Paru obserwatorów popularnego tego dnia relaya obrażonych przez Magdę, jeszcze kilka innych osób obrażonych przez pozostałych oglądających, udający spokój Redziński, czy wreszcie roztrzęsiony głos wspomnianej już Magdy podczas rozmowy telefonicznej. To wszystko może potwierdzić stwierdzenie, że emocji nie brakowało. Następna trasa, czyli Flavus. BVG w składzie: Flagg, Jarecki, Metex, Paweł od samego początku pewnie zmierza do zwycięstwa. Mimo sporej przewagi punktowej, starcie było naprawdę bardzo zacięte, a o kolejności decydował najmniejszy błąd. Wynik 7:1 i pewne zwycięstwo Laleczek Cioci Wiesi. Mecz wygrany, ale do rozegrania pozostał jeszcze, według wielu zbyt długi, Szyna. Trasa, podczas której mało kto potrafił przejechać 3 okrążenia bez żadnego zderzenia z bandą. Fan, Metex, Nugget i Paweł po raz kolejny jednak pokazali swoją wyższość nad zawodnikami Fabryki Strachu, ponownie wygrywając 7:1. Ogólny wynik jak łatwo policzyć: 3:0 w dużych punktach, a 21:6 w małych, dla ekipy Betsson Voodoo Gaming. Tak wyraźnego zwycięstwa naszej ekipy nie spodziewał się chyba nikt. Oczywiście za wyjątkiem Shadowa, który, nie wiedząc z jakich źródeł korzystając, zdołał wytypować prawidłowy wynik w swojej zapowiedzi kolejki. Po raz kolejny i ostatni zarazem chciałem pogratulować całej naszej meczowej 6 bardzo dobrej postawy, a wszystkim graczom podziękować za zaangażowanie w trening. A teraz koniec tej radości, gdyż przed nami jeszcze 3 mecze, a dopiero po nich będziemy mogli się ogłosić jako najlepsza obecnie drużyna TMNF w Polsce.



I w taki oto sposób dotrwaliśmy do końca 12! (słownie: dwunastej!) części TCW blog by Fefan. Już ponad rok męczycie się z moją waloną twórczością. Już ponad rok spamuję Wam gg, prosząc o wyrażenie opinii, jakiegoś komenta, gratulacje, lub jeszcze inne, różnego rodzaju głupoty... I coraz częściej się zastanawiam, czy nie nadszedł już czas zakończenia tego etapu. Wam już zapewne przechodzi/lub też zupełnie przeszła ochota czytania paru dodatkowych stron, a i ja nie chcę już Was za bardzo zamęczać (heh ciekawe, od kiedy qrde?). W każdym bądź razie, dalsze pisanie tego bloga (przez moją osobę) stoi pod znakiem zapytania. Jeśli pod koniec listopada najdzie mnie myśl, że zarówno Wam, jak i mi brakuje tych paru zdań w tej rubryce, to pewnie będzie to dalej kontynuowane. W przeciwnym wypadku, jakby to powiedziała Halinka Kiepska: Ariwederczi Roma i niech te słowa posłużą jako zakończenie kolejnego, kto wie czy nie ostatniego, odcinka naszej małej telenoweli.


sierpień i wrzesień już na stronie

Po długiej, bo aż 2-miesięcznej przerwie wreszcie się pojawił. Pierwszy po wakacyjnej przerwie odcinek „Pierwszej Miłości”... Hmm to chyba nie ten wstęp... Trzeba spróbować następnego: Jak pewnie zauważyliście w poprzednim miesiącu nie ukazał się blog (tym razem się udało), więc dzisiaj by trzeba było to naprawić. Po ponownych groźbach (stanowczo za dużo się ich pojawiło w moim kierunku, od kiedy zacząłem to zamieszczać) postanowiłem porzucić pomysł o zaprzestaniu pisania tego czegoś i po raz kolejny muszę skleić parę zdań. Nie męcząc Was dłużej pora przejść do właściwej treści tego podsumowania, bo naprawdę jest co opisywać. 2 miesiące, więc i wydarzeń o wiele więcej. Od tych najważniejszych, po te mniej ważne, które i tak zasługują na parę linijek. Więc po raz kolejny zabawimy się w krótką historię, gdzie różne takie, będą opisywane od tego najstarszego, do tego najnowszego... Oczywiście, mógłbym ten cały opis zamienić jednym słowem. Wtedy wszystko byłoby łatwe, wszystko byłoby proste i przejrzyste... No właśnie: byłoby. Ale jak już zauważyliście nie jest, gdyż płacą mi za ilość słów (już chyba kiedyś o tym wspominałem), więc musicie się przygotować na dużo powtórzeń, jeszcze więcej krążenia i podchodów wobec właściwego tematu i najwięcej głupot, nikomu do szczęścia niepotrzebnych. Zaczynamy!



Na początku, nim jeszcze przejdziemy do poważniejszych (jakby to nie było poważne) wydarzeń, na celownik rzucę początek sierpnia, kiedy to zaczęły się problemy ze stroną. Od razu powiem, że właśnie te problemy były głównym powodem nieobecności bloga 1 września. No ale wróćmy do początku. Tego dnia, nic nie zapowiadało takiej tragedii. Tragedii, po której nic już nie będzie po staremu. 10 sierpnia. Początkowo normalny, ciągle wakacyjny, dzień. Obowiązkowa porcja porannego spamu na SB. Chybeck nawet napisał „fefan z rana jak śmietana” cokolwiek by to miało znaczyć. Niby nic, ale od tego wszystko się zaczęło. Oczywiście nie darowałbym sobie, jakbym nie odpowiedział na tego posta. Wykminiłem parę słów, wysłałem odpowiedz i... I jak to na mnie przystało, na jednej nie mogłem poprzestać. Wykminiłem kolejne 2 słowa niby to z rozpędu, wysyłam i... I dupa. Odpowiedź nie doszła. Myślę sobie WTF? Red mnie zbanował... Patrzę, jednak nie. Tym razem miał szczęście. Próbuję ponownie. Dalej nic... Tego już było za wiele. Dla poprawy nastroju postanowiłem przeczytać sobie ostatniego newsa. Jednak nie było mi to dane... O zgrozo!!!- rzekłem- coś się stanęło. Wszedłem na forum. Działa normalnie. Wchodzę na rozszerzenie newsa. Nie działa normalnie. Chciałem napisać na SB. Nie mogłem... Tego było już za wiele. Kompletna załamka. Szybki telefon do psychologa. Następny wolny termin dopiero za miesiąc... Kolejne rozczarowanie. Następnie... W każdym bądź razie chodzi o to, że od 10 sierpnia mieliśmy problemy na stronie, których natury nie muszę opisywać, gdyż zainteresowani i tak wiedzą o co chodzi. Z kondolencjami zadzwonił nawet prezydent i obiecał, że zrobi wszystko co w jego mocy, aby złapać osobę lub rzecz, która sprawiła nam/mi tyle bólu. Po konsultacjach z najlepszymi informatykami, stan zagrożenia nie został zażegnany. Po prostu to była grubsza sprawa. Ale żeby nie męczyć Was tymi zagmatwanymi informacjami, napiszę tylko, iż dzięki pomocy Johna, Kamili (jej należą się największe podziękowania) oraz Reda, naprawiłem stronę... I właśnie w tych problemach należy się doszukiwać przyczyny braku bloga na początku minionego miesiąca... To znaczy, strona została naprawiona już 1 września, więc niby czas na sklejenie paru zdań był, ale z troską o Wasze bezpieczeństwo postanowiłem nie robić tego na gorąco, gdyż nie miałbym czasu na edycję, poprawę błędów itp (zresztą, jak na mnie przystało, to też piszę w ostatniej chwili, więc blenduf może być całkiem sporo). W każdym bądź razie, wszystko już jest OK, a życie toczy się dalej, z ponownie działającą stroną tcwclan.net



A teraz zabawa w odgrzewanie kotleta. Kto chce się bawić, palec do budki... Budka się zamyka... W każdym bądź razie, mimo że odbyły się już finały World Cyber Games, to 3 ostatnie tury kwalifikacji do tej imprezy też przydałoby się opisać, co też właśnie czynię, nie zważając na chóralne narzekania dochodzące zza moich pleców. Tak więc tura 2. Wśród graczy biorących udział w tej odsłonie kwalifikacji reprezentował nas osamotniony Basenik, więc miejsce poświęcone tym kwalifikacjom będzie wprost proporcjonalne do naszych zawodników. Faza time attack, 16 zawodników w fazie grupowej, następnie 8 graczy awansuje do półfinału, który miał wyłonić 4 finalistów. Czyli innymi słowy nic się nie zmieniło. W przeciągu 2 początkowych faz (nie licząc TA) odpadł Baser, więc już na tym mógłbym zakończyć opisywanie tego wydarzenia. Ale nie... Ale nieeee... (kocham kabarety). Nie zrobię tak. Napiszę nawet, że mniej więcej w tej samej fazie odpadł Oddo, który swoją postawą zasłużył na miejsce w tymże blogu... Chociaż nie wiem po co o nim piszę, jeśli i tak będzie w dalszej części tejże historii, przy okazji innego wydarzenia. W każdym bądź razie, do finału dostało się 3 graczy ówczesnego POL- Ace, Khorinis, Shadow oraz DiabloS z XX. I to właśnie 2 ostatnie osoby zapewniły sobie obecność na polskich finałach WCG. Natomiast 3 tura była już o wiele szczęśliwsza dla naszego teamu. W fazie grupowej reprezentowało nas 5 graczy: Baser, Chybeck, Flagg, Kamilos oraz Paweł. Pierwszy z naszych reprezentantów zajęty był pływaniem w swoim Basenie, stąd też ponownie nie dane mu było dotarcie do finału. Drugi z wymienionych graczy Chyba dostatecznie nie wytrenował, dlatego też musiał odpaść szybciej, niż by sobie tego życzył. Pozostali gracze przywdziewający majteczki w kropeczki i lateksową mini dostali się bez większych problemów do finału, gdzie po raz kolejny bilet próbował zdobyć Khorinis. Nasza trójka okazała się jednak za silna i zdominowała całe podium, które wyglądało tak: Flagg, Paweł, Kamilos i za nimi Khorinis. Znaliśmy więc już 6 graczy, którzy mieli zapewniony start w Warszawie. Pozostała 2 wyłonić miała już ostatnia, czyli 4 tura kwalifikacji. A w niej wystąpiła 3 naszych graczy. Jarecki, Kamilos oraz Wandal. I tutaj już w fazie grupowej doszło do niespodzianki. Jeden z najlepszych polskich graczy dał ciała, dostatecznie nie wytrenował, i na tym etapie swoją przygodę z WCG 2009 musiał zakończyć Jarecki. Jeszcze przed swoim odpadnięciem chwalił się, iż spora liczba dziewczyn spotkanych na ulicy prosi go o spotkanie, uniemożliwiając mu trening. O dziwo jednak, związki dziewczyn z konkurencją nie zostały udowodnione, a Jarek mimo wszystko wolał pracować, zamiast zając się płcią piękną, lub przynajmniej treningiem. Na szczęcie (lub też nieszczęścia... zależy dla kogo) reszta naszych reprezentantów nie cieszyła się takim powodzeniem i dostała się do finału. Jednak tam Nothing i Shief okazali się za mocni i to oni zdobyli ostatnie 2 bilety na polskie finały imprezy, o której cały czas piszę. Mógłbym jeszcze wymienić całą szczęśliwą ósemkę, jednak będzie ona wymieniona w dalszej części bloga, więc teraz się z tym wstrzymam i przejdę do kolejnego wydarzenia.



A jest nim CyberArena36i6. Ogólnie był to turniej, który od początku spotkał się z nieprzychylnymi komentarzami. A to trzeba zapłacić 5 zł za starter (o ile się takowego nie posiada), a to trzeba trenić trasy, a to trasy są inne, a to pula nagród jest zła (1200 zł), a to zupa była za słona... Flagg, Kamilos oraz Metex. To właśnie ci gracze spod naszej spódnicy zapisali się do tego eventu i wszyscy dostali się do wielkiego finału. Możemy więc pochwalić się taką skutecznością, jaką chciałby mieć niejeden klub sportowy. A w finale, jak to w finale, wszystko się może zdarzyć (jak to kiedyś śpiewała jakaś piosenkarka). No i zdarzyło się. Kamil wynolifował 1 miejsce, Flagg wybocił 2 miejsce, 3 miejsce przywłaszczyła sobie królowa polskiej muzyki, czyli Odda, 5 miejsce natomiast zajął Psik. O 4 miejscu nie wspomniałem, ponieważ zajął je nieznany z imienia robotnik z wąsami (w każdym blogu musi być tekst kabaretowy, żeby nie było), który wstydził się przyznać do swojego miejsca i pewnie nie chce do tego wracać. Dlatego też nie rozgrzebując starych ran, przeskoczę do następnego tematu... Aha. Oczywiście całej 5, która zdobyła nagrody gratuluję.



I takim oto sposobem nastał 20 września, czyli polskie finały World Cyber Games. Do Warszawy zakwalifikowali się: Flagg, Metex i Paweł, którzy na czas finałów reprezentowali Betsson Voodoo Gaming, Hektor oraz Shadow z Fear Factory, DiabloS i Nothing z Ekstremalnych Herbat oraz Shief z Team Celsus. Na finałach pojawiło się jednak tylko 6 graczy, gdyż w ostatniej chwili z wyjazdu zrezygnowali Hektor i Shief, czyli jakby nie patrzeć, główny faworyt do wygranej. Szczerze mówiąc, to sam nie wiem co by można tutaj jeszcze napisać oprócz wyników. To że DiabloS i Flagg byli tego dnia za słabi dla reszty zawodników i zakończyli swój udział w finale na miejscach 6 i 5? A może to, że do wielkiego finału dostali się Shadow, Nothing i nasza 2 bocików, czyli Metex i Paweł? A może to, że od samego początku Paweł non stop walczył z reprezentantem FF o prowadzenie w wyścigu, żeby na końcu zdobyć najgorsze dla sportowca miejsce? Mógłbym też jeszcze wspomnieć, że końcowa klasyfikacja wygląda tak: Shadow, Nothing, Metex, Paweł, Flagg, DiabloS. Pytanie tylko po co, jeśli i tak doskonale zdajecie sobie z tego sprawę? Mógłbym też pogratulować wszystkim zawodnikom dobrej gry, Shadowowi życzyć powodzenia w Chinach, ale ponownie nasuwa się pytanie: po co, jeśli już to wszystko zrobiłem? Innymi słowy, wszystko co miało być w tym akapicie zostało już wcześniej doskonale opisane, więc umówmy się, że tego akapitu nigdy nie było, żebyśmy po prostu mogli iść dalej, a nie cały czas wracać do tej imprezy i czytać po parę razu o tym samym.



Teraz natomiast pora przejść do zmian kadrowych. Już od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się nad dalszą obecnością Krzychala w naszej drużynie. Wiązaliśmy z nim wielkie nadzieje, miał wyrosnąć na prawdziwego bota, a nam pomóc w niejednym meczu. Jednak na oczekiwaniach się skończyło. Praktycznie zerowa aktywność w życiu klanowym i parę innych niejasności, o których tutaj nie będę wspominał, zmusiły nas do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Po około 5 miesiącach wspólnej gry postanowiliśmy mu podziękować i poprosić o zdjęcie taga tcw. Mimo wszystko, chciałbym mu podziękować za wspólną grę i życzyć powodzenia zarówno w TMNF, jak i w życiu. Tak więc mieliśmy 1 wolne miejsce, więc wypadałoby je jakoś zapełnić. Magda nie chciała urodzić nam nowego bota, Redzik jeszcze podobno nie jest gotowy, więc musieliśmy znaleźć kogoś innego. Tym kimś okazał się Nugget. Niby zawodnik nieznany, ale w ESL’u wyrasta już na prawdziwego bota i niejednokrotnie pomógł swojej drużynie w wygraniu rundy, bądź też całego meczu. Mamy nadzieję, że z nami będzie tak samo, a sparing który wspólnie zagraliśmy, tylko utwierdził nas w tym przekonaniu. Inną sprawą jest fakt, iż pod wpływem alkoholu niejaki Sajlas wygadał się, że sam chce ściągnąć tego gracza do XX, więc nie pozostało nam nic innego, tylko ogólna zgoda i dodanie Nuggeta do naszego składu. Więc nie pozostaje mi nic innego, tylko życzyć powodzenia i samych sukcesów pod naszym tagiem.



No i doczekaliśmy się zakończenia. No może prawie, gdyż jest sporo osób, które bym chciał pozdrowić, a co za tym idzie przedłużyć jeszcze tego bloga o parę linijek. Magda, Paweł, Metex, Sajlas i Shadow. To właśnie te osoby chciałem pozdrowić i podziękować za super zabawę podczas Meglan’u. Obiecuję też, że jeszcze pokażę Wam jak należy robić drifta, a przy okazji nie walnąć w bandę... No chyba że trasa tego wymaga, tak jak ta kwalifikacyjna do PL8, którą przez całą noc tworzyliśmy. Chciałem też pozdrowić cały skład tcw i osoby, które miały jakiś wpływ na nasze obecne istnienie, gdyż to właśnie dzięki nim we wrześniu obchodziliśmy nasze 2 urodziny i mam nadzieję, że wytrzymamy jeszcze razem o wiele dłużej. Oby tak dalej Cioteczki! Tak więc pozdrowienia już za nami, a mi nie pozostaje nic innego, jak już właściwe zakończenie tego tekstu. Dziękuję za uwagę i do zobaczenia za miesiąc, o ile oczywiście dalej będzie chciało mi się to pisać.


No i lipiec opisany

No i stało się... Stało się coś, czego wszyscy tak się obawiali... Stało się coś, czego wszyscy chcieli uniknąć... Stało się coś, co stać się nie powinno, a jednak się stało... Możecie zapytać: „o czym on qrwa znowu gada...” Tak więc śpieszę z odpowiedzią. Właśnie minęła północ, a co za tym idzie mamy już 1 sierpnia 2009 r. A czemu o tym piszę? Ano dlatego, że wszyscy jesteśmy starsi o 1 dzień, do końca wakacji zostało coraz... Albo nie... Po co mam Wam psuć humor już na samym początku? W każdym bądź razie chodzi o to, że mamy już pierwszy dzień kolejnego miesiąca, a co za tym idzie, powrócił ten, którego imienia nie wolno wymawiać... No dobra... Może i można, ale czemu miałem nie nawiązać do kolejnej części przygód młodego czarodzieja... Ehh i znowu nie o tym się rozpisałem... W każdym bądź razie, chodzi mi o to, że doczekaliście się kolejnej części bloga, o czym pewnie i tak doskonale wiecie, a informowanie Was o tym po raz kolejny mija się z celem... No ale cóż zrobić, jeśli moja wypłata zależy od ilości słów użytych w tymże tekście? No ale dobra... Wystarczy tego biadolenia i pora wziąć się za właściwą szczęść B...loga.



Na początku WCG. Skrót pewnie powszechnie znany, więc tłumaczyć na trzeba. Ale jak już wspomniałem, płacone mam za słowa, a zapasy alkoholu potrzebnego do napisania kolejnego bloga są już na wykończeniu, więc i dodatkowy zarobek się przyda. World Cyber Games, bo tak właśnie przedstawia się ten skrót, przyjęło wreszcie pod swoje skrzydła TMNF, dając mi jednocześnie doskonały temat, od którego mogę rozpocząć podsumowanie życia tcw w lipcu. Cóż mogę o tym napisać? 4 tury kwalifikacji, które mają za zadnie wyłonić 8 najlepszych graczy w Polsce. Natomiast na finale LAN-owym w Warszawie zostanie wyłoniony 1 szczęśliwiec, które będzie reprezentował nasz kraj na światowych finałach tejże imprezy w Chinach... Może się nasunąć pytanie: Jeśli wygra 1, to po co gra reszta? Ale jako że to pytanie padło tylko w mojej głowie, więc nie muszę na nie odpowiadać. W każdym bądź razie 1 turę mamy już za sobą, więc cosik o niej można wspomnieć. Z tcw brali w niej udział: Baser, Kamilos, Metex oraz Paweł. Kamil doszedł do wniosku, że wakacje nad morzem są ważniejsze niż dobre reprezentowanie naszego klanu (konsekwencje zostaną wyciągnięte) i nie dokończył rozgrywek. Metex po ciężej walce wyszedł z grupy (konsekwencje zostały wyciągnięte), natomiast Baser oraz Paweł z rozgrywkami pożegnali się już na etapie grupowym (konsekwencje nie zostały wyciągnięte, gdyż się ich po prostu boję), gdzie pokonani zostali przez wspomnianego już Metexa i Ace’a z [POL], który nawiasem mówiąc nie umie grać w golfa. Metexowi tak spodobało się wygrywanie, że taki stan rzeczy utrzymał do końca. Z kwitkiem odprawił kilku czołowych polskich graczy i wraz z Hektorem z Poor Old Losers zapewnił sobie obecność na Warszawskich finałach WCG, czego im serdecznie gratuluję.



Kolejną sprawą, nad którą postanowiłem trochę posiedzieć jest The Experience. LAN w Danii, na którym można było pograć w parę gier, między innymi w TMNF, wygrać trochę kasy, a przede wszystkim zobaczyć, jak grają najlepsi gracze na świecie, z Frostem na czele. Oprócz wspomnianego już Frosta w imprezie tej wzięli udział tacy gracze jak: Moriah, Carl, Bergie i wielu innych z czołowych europejskich teamów, więc rywalizacja stała na najwyższym poziomie. Oczywiście nie mogło też zabraknąć reprezentanta Cioci Wiesi, Jareckiego, który wybrał się na tą imprezę dzięki Scrapplerowi, któremu z tego miejsca chciałem podziękować. Warto też zaznaczyć, iż Polska była najliczniej reprezentowanym krajem na tym Lanie, gdyż było ich tam aż 7. Oprócz wspomnianej dwójki, grali tam: Sajlas, Szym i paru innych, ale jako że jest to blog tcw, to reszty nie będę wymieniał, a skupię się na postawie Jarka, który to postanowił nie trenić i w zupełności zaufać swojej czyniącej cuda klawiaturze. Niby miejsce w czołówce było zapewnione, ale już w Danii stało się coś strasznego... (W tym momencie polecam wrócić do początku bloga, aby wczuć się w odpowiedni klimat...). Jarecki zapomniał klawiatury... No i dupa zimna. Menda tak wierzyła w klawiaturę, że praktycznie bez żadnego treningu został rzucony na pożarcie najlepszym europejskim graczom. Paru pokonał, z paroma przegrał. Ogólnie zajął 9 miejsce, co wystarczyło, aby zdobył miano najlepszego Polaka na tym turnieju. Czy to dobrze? Niestety na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Ogólnie to nasuwa mi się pewna piosenka w wykonaniu Grzegorza Halamy, która może podsumować postawę naszego bota. Leci to mniej więcej tak: „Ja wiedziałem że tak będzie... Ja wiedziałem że tak będzie, mógł wziąć swe cheaty... Ja wiedziałem...”. No i wszystko jasne. Można też zaznaczyć, że cały turniej wygrał Frost.



No i przyszła pora na ostatnie wydarzenie, które chciałbym uwiecznić na piśmie. Nie dotyczy żadnego turnieju. Nie dotyczy żadnego meczu, możecie więc powiedzieć że nie mam po co o tym pisać. Ale tak się składa, że wydarzenie to dotyczy jednego z naszych klanowiczów, a w zasadzie naszego dyktatora, dlatego też o tym wspomnę... Przynajmniej przestanie mnie już straszyć wjazdem na chatę... No ale wracając do wydarzenia. Na scenie ukazał się kolejny song. Ale tym razem wykonany przez najnowszy bojzbend: „Nasza piątka spod spódnicy”... No dobra, może i z tym wykonaniem przez cały zespół to przesadziłem, gdyż większość tekstu i tak zaśpiewał nasz niezawodny Metex, a po swoje 4 słowa dorzucili: Chmielu, Flagg, Wasciu i ja. Oczywiście zespołowi również z tego miejsca chciałem bardzo podziękować, za to, że zgodzili się wziąć udział w moim pomyśle. No ale tak sobie myślę, że nie podałem jeszcze tytułu owej piosenki, co też właśnie chciałem uczynić: „Redzik się żeni” . No i chyba wszystko jasne, prawda? Więc mogę już przejść do właściwej części tego akapitu. Tak, tak. Właśnie dzisiaj (dla przypomnienia 1 sierpnia 2009) nasz dyktator zmienia stan cywilny. Justyna (przy okazji... pozdrów Redzik swoją żonę od autora tego bloga, mimo że o nim nigdy nie słyszała) okazała się o wiele skuteczniejsza niż nasza gra i udało się jej uwiązać Jarka do końca życia. No ale żeby nie owijać w bawełnę, pora przejść do życzeń, w czym, od razu mówię, nigdy nie byłem za dobry. Życzę Wam, aby Redzik wkładał tyle samo wysiłku, a nawet więcej (o ile to w ogóle możliwe) w Wasz związek, co w naszą małą rodzinę. Aby Wasze małżeństwo okazało się takim samym sukcesem, a nawet większym, jakim okazało się założenie tcw. Po prostu, z całego serca, życzę Wam wszystkiego najlepszego, na nowej drodze życia i obyście zawsze byli tak szczęśliwi, jak jesteście dzisiaj.



No i takim oto akcentem można śmiało zakończyć kolejną część bloga. Żeby nie pozdrawiać każdego z osobna, to niech każda osoba w nim wspomniana czuje się pozdrowiona, a każda osoba w nim niewspomniana, dla odmiany też niech czuje się pozdrowiona. Kolejny epizod telenoweli poświęconej tecewu już za miesiąc, więc standardowo macie 4 tygodnie na odpoczynek, a po upływie tego czasu, będę Was oczekiwał w tym samym miejscu. Bez odbioru.

Czerwiec

No i stało się. Nadszedł dzień, w którym nie wiem jak rozpocząć kolejny odcinek fefanowej telenoweli: „czary mary, z kamerą wśród ciotek i innych klotek”. Scenarzysta się zamknął w sobie, siostra nie przesłała mi najnowszego bloga i w taki oto sposób w tym miesiącu będzie inaczej. Inaczej, acz niekonieczne lepiej. Ba... Można powiedzieć, że zaczniecie to czytać z ochotą, a skończycie z myślą „W taki właśnie sposób, fef zmarnował 5 minut z mojego życia... Dziękuję...” Ale czemu tak? Ponieważ, jak już wspomniałem nikt nie zgodził się napisać tego za mnie, więc ten tekst w całości pochodzi z mojego jakże zrytego łba. Możecie płakać, możecie błagać. Możecie nawet wyzywać, grozić, ale i tak nic to nie zmieni. Ten tekst będzie tylko i wyłącznie mój. No i to by było na tyle z rozpoczęciem i wprowadzaniem Was w nastrój (chociaż z tego co słyszałem, to i tak wstęp jest jedyną częścią, którą czytacie). Pora przejść do właściwej części bloga.



Czerwiec, początek wakacji, więc i wydarzeń w Teamie Cioci Wiesi nie było za wiele. Żadnych turniejów, żadnych meczów, po prostu nic.. Więc chyba pora przejść do zakończenia. Dziękuję za uwagę i zapraszam za miesiąc, kiedy to będzie coś więcej do opisania... Przynajmniej mam taką nadzieję...



Hmm chociaż nie. Z braku laku mogę, a nawet w tym wypadku muszę (coby nie było głupio) wspomnieć o wzmocnieniach naszej drużyny. 16 czerwca (a w zasadzie już 15, 16 ukazały się tylko newsy) 2009 r. Team Cioci Wiesi powiększył się o 2 kolejnych botów. Boty te, do tej pory związane z organizacją D-Link PGS uległy sile przyciągania (jeszcze większej niż grawitacja po 10 piwach) Ciotki i postanowiły zmienić zespół. Jak już wspomniałem, ich nowym zespołem jesteśmy my. No ale cóż to za boty? Mimo że i tak już doskonale wiecie, to nie darowałbym sobie, gdybym nie próbował Was zaskoczyć, dlatego też ich nicki poznacie dopiero w następnych akapitach.



Pierwszym z botów, który uległ wyżej wspomnianemu przyciąganiu jest Paweł. Cóż mogę o nim napisać? Przecież wszystko wiecie, a jak nie wiecie, to możecie przeczytać w newsie. O tym, że jest jednym z najlepszych polskich graczy pewnie już wiecie. O tym, że zdobył 2 miejsce w PITMC 2, też już pewnie wiecie. Innymi słowy wiecie już wszystko, co istotne... Ale jako że Paweł by mi nie wybaczył, gdym napisał o nim tylko w 1 zdaniu, więc muszę cosik dopisać. Pytanie tylko co? Otóż może i nie zdajecie sobie sprawy, że Paweł przyjęty do tcw był już miesiąc przed oficjalnym newsem i napisaniem podania na forum. Stało się to w wyniku niecnego działania 2 osób, które tak zaczęły spamować wspomnianemu botowi gg, że biedaczek nie wiedział co ma ze sobą zrobić (a kto zna te dwie osoby, ten wie, jak cholernie ciężko jest z nimi wytrzymać). Ratunku postanowił szukać na czacie wp, jednak i tam przeklęta dwójka go dopadła. Spamowała mu czata i gg jednocześnie, przez tak długi okres czasu, że Paweł niewiele myśląc napisał posta pożegnalnego do PGS, a sam obiecał dojść do tcw, w zamian prosząc tylko o jedną rzecz: Święty spokój i nie pisanie do niego przez najbliższy tydzień. Był to warunek, który przeklęta dwójka musiała przyjąć i mimo wielkiego bólu serca, przystała na tę propozycję. Możecie się zapytać, czemu o tym piszę. A więc piszę o tym dlatego, żebyście wreszcie docenili pewną dwójkę i zrozumieli, że Magda i Fefan też potrafią zrobić coś dobrego dla tego teamu, oprócz niszczenia SB na stronie... Eh no ale jak to zazwyczaj bywa, ja się rozgadałem nie wiedzieć o czym, Wy już nie wiecie o czym czytacie, więc pora jakoś zakończyć ten akapit i w ładny sposób przeskoczyć do następnego. Podsumowując, witam Pawła u nas i życzę mu coraz mniej spamów na gg, dzięki czemu będzie miał czas na trening, który doprowadzi do samych wygranych meczów.



Drugą osobą, która wyraziła chęć reprezentowania spódnicy jest W4rlike. Niewątpliwie jeden z najlepszych polskich graczy... Qrde... Niestety skopiowałem zły tekst przywitania, więc muszę zacząć od początku, tym razem zgodnie z prawdą... Warlike, jest to niewątpliwie jeden z najlepszych polskich mapperów... Cholera... Znowu nie to... Ostatnia próba, a jak nie wyjdzie, to kończę z tym wszystkim... Piotr, bo o nim właśnie mowa, jest byłym już managerem (uff.. tym razem trafiłem, więc lecimy dalej) Wildy D-Link, a następnie pofuzjowego D-link PGS. Trzeba powiedzieć, że nawet bardzo dobrym managerem. Więc kiedy osoba o tak bogatym doświadczeniu wyraziła chęć reprezentowania Cioci Wiesi, jako manager właśnie, po prostu nie mogliśmy odmówić. Przejęliśmy go jak najszybciej, żeby żadna inna drużyna nie zwinęła go nam sprzed nosa... A tak na serio. Już parę osób pytało, po co nam menadżer. Odpowiedź jest następująca: Redzik nie mógł załatwić mi żadnej koszulki z nickiem, w której z dumą mógłbym paradować po mieście. Natomiast Warlike obiecał mi to już podczas naszej pierwszej rozmowy. To chyba mówi wszystko, prawda? Nie pozostaje mi więc nic innego, tylko przywitać Piotrka pod spódnicą i życzyć mu samych sukcesów z nową drużyną.



No i kolejna sprawa. Nie wiem czy wiecie, ale Magda straciła pierwsze miejsce w ilości postów na Shoutboxie (musiałem o tym napisać, po prostu musiałem). Po jakże wielu godzinach wreszcie ją przegoniłem, z czego jestem strasznie szczęśliwy... No dobra, więcej o tym pisał nie będę, bo Magda i tak od razu się wyłącza, gdy tylko o tym usłyszy...



I to by było na tyle. Ważne czerwcowe wydarzenia, które wg mnie warte były opisania, opisane zostały, więc mogę powoli kończyć i zejść ze sceny. Jednocześnie chciałem Wam życzyć udanych wakacji i miłego odpoczynku. Aha. Jeszcze jedna kwestia... Może zauważyliście, że w tym odcinku nie ma żadnych pozdrowień. Ano nie ma, gdyż doszedłem do wniosku, że w ciągu wakacji najazdu na chatę mi nie zrobicie, więc nie muszę się Was obawiać i po raz pierwszy mogę pozdrowić tylko siebie, co też właśnie czynię. Pozdro...


Majowy blog

Podsumowując, zaangażowanie prezydenta Harrego Trumana w konflikt koreański... Cholera... Nie ten dokument utworzyłem... Dobra już jest ok... No i doczekaliście się kolejnego, majowego już wydania bloga. Jako że powoli kończą mi się teksty rozpoczynające owego bloga, więc chyba niedługo od razu będę przechodził do rzeczy. No ale jako że teksty mi się dopiero kończą, a nie skończyły, więc standardowo już wstęp będzie dwa razy dłuższy, niż główna jego część. Tak się składa, że każdym wydaniu bloga, oczekując na miłe komentarze, spotyka mnie tylko jedno: wylęgarnia fochów na gg, z powodu pominięcia danej osoby w mojej twórczości (wiem, że to za duże słowo, ale o wypocinach już wspominałem parę razy, więc musiałem znaleźć coś nowego). I żeby uniknąć tego tym razem, a zarazem w niejakiej prośbie o większą ilość komentarzy, postanowiłem już na samym początku wspomnieć o paru osobach. Oczywiście nie robię tego tylko dlatego, żeby wstęp był dłuższy. Z drugiej jednak strony, jeśli pozdrowię parę osób szybciej, to już na tym etapie zakończą czytanie bloga i nie dotrwają do upragnionego końca... No ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że i tak najważniejsze są komentarze pod blogiem, więc pozdrawiam już teraz. Na początek Waściu, który i tak musiał przechodzić w tym miesiącu matury, więc żeby niejako mu ulżyć (bez podtekstów pls), postanowiłem od razu go pozdrowić. Następnie chciałem pozdrowić Flagga, który zakończył już remont i możemy przywitać go ponownie wśród aktywnych graczy... No i na tym zakończą się pozdrowienia, do których byłem zmuszony. Teraz mogę pozdrawiać osoby, które chcę, a nie te, które się obrażają, gdy o nich zapomnę. Więc pozdrawiam Martę, zwaną jako Kyzzn (już ona wie za co) oraz Magdę (a kogoż by innego). Co prawda Magda też poniekąd zmuszała mnie do tych pozdrowień, ale robiła to w tak wspaniały sposób i użyła do tego takich argumentów, że po prostu robię to z czystym sercem, jednocześnie nie mogąc się doczekać kolejnego bloga, gdyż wtedy Magda również będzie mnie w podobny sposób przekonywała. Hmm jeszcze kogoś miałem pozdrowić? Coś mi się wydaje, że to już wszystkie osoby, które groziły mi wjazdem na chatę, gdybym o nich nie wspomniał, więc dalsze pozdrowienia możemy sobie darować. Pora przejść do rzeczy.



Na pierwszy ogień idzie turniej zorganizowany przez dobrze nam znany mutliklan: D-Link PGS, czyli druga już edycja Razer Cupa. Cóż mogę powiedzieć? Przede wszystkim spora liczba uczestników narzekała na organizację. Że niby piłkarze Manchesteru i Barcelony zamiast rozgrywać finał Ligi Mistrzów będą zmuszenie śledzić zmagania w Razerze... A nie sorki... Na odwrót. To gracze TMNF narzekali, że zamiast oglądać finał Ligi Mistrzów będą musieli grać w Razerze. No ale cóż zrobić? Tak postanowili organizatorzy i tak musieliśmy/musieliście grać. W każdym bądź razie do turnieju zapisała się 7 naszych graczy. Ale jako że Krzychalowi w czasie rozgrywek zepsuł się pad, to nie mógł awansować do fazy playoff. Natomiast pozostała 6 trafiła tam bez większych problemów. 2 z naszych graczy odpadła jeszcze przed finałem. Mowa to u Baserze, który mimo wszystko pokazał że w dalszym ciągu umie jeździć i nic go nie powstrzyma przed dobra jazdą (btw. trzymaj się stary) i Jareckim. Możecie zadać pytanie: Znowu znoobił i nie pokazał nic ciekawego? Już śpieszę z odpowiedzią. Otóż Jarek zaprezentował się całkiem pozytywnie, czego już standardowo nie można powiedzieć o jego internecie, który uniemożliwił mu grę w meczu (który to już raz?). Btw. wspominałem już o tym, że urządzamy składkę na dobrego neta dla Jarka, aby przynajmniej jedno PL mógł rozegrać bez żadnych kłopotów? No ale wracając do turnieju. Prawdziwy powód do dumy dała nam pozostała trójka naszych podopiecznych, która wystąpiła w wielkim finale. Osoby te to: Wandal (2 miejsce), który okazał się największym botem z tcw podczas tego turnieju, dzięki czemu otrzyma podkładkę pod mysz (z której nawiasem mówiąc nie będzie miał pożytku, więc oddaje ją Metexowi, który wygrał myszkę, a jako że Metex oddaje mi swojego gryzonia, to znowu z samej podkładki nie będzie miał pożytku, więc i ta nagroda trafi w moje ręce) Razera, Metex (tak, tak... Metex jest u nas, ale o tym niżej) (3 miejsce), który już na dobre wkomponował się w tcw i pokazuje swojego niewątpliwego skilla (btw. czekam na obiecaną myszkę z podkładką) oraz Kamilos, który bardzo polubił 4 miejsca w różnych turniejach (patrz PITMC) i standardowo już nie dostał żadnej nagrody. Całą nasza trójka musiała ustąpić Bobowi, który nałykał się jakichś koksów i w dniu finału był nie do pobicia. Mimo wszystko chciałem pogratulować zawodnikom w spódnicach, gdyż przy takiej konkurencji jaka była, spisali się naprawdę bardzo dobrze.



Kolejnym wydarzeniem wartym opisania jest kolejny turniej, tym razem zorganizowany przez tmpolska, na czele z Kamilą, która korzystając z okazji również chciałem pozdrowić (wreszcie się doczekałaś). Jest, a w zasadzie już był to turniej, na których mogliśmy się ścigać na 3 rodzajach tras: Lol Nadeo, Lol MiniTech oraz Lolowe LOLe, więc było bardzo lolowo. Ciekawą inicjatywą był fakt, że już za samo wymyślenie brechciarskiej nazwy można było wygrać nagrody. I właśnie takową ciekawą nazwę wymyślił Jarecki, wspólnie z Diav3lem. Ich nazwa to:... Ehh pewnie nie będzie dla Was tajemnicą, że po raz kolejny dopadła mnie skleroza? No ale jednak coś mi zaczęło świtać. Nazwa ich drużyny to: Sandały... Hmm a może jednak nie? Coś mi w niej nie pasuje... A nie już wiem!! Laczki!!! Hmm chociaż po głębszym zastanowieniu stwierdzam, iż to też nie ta nazwa. Ale jako że prawidłowej sobie przypomnieć nie mogę, więc musicie się obejść bez tego info. Wracając do właściwego turnieju. Jarek nazwę wymyślił, ale grać już mu się nie chciało i nie zjawił się nawet na kwali. Tak samo było z naszymi kolejnymi graczami, mianowicie Fanem i Flaggiem, którzy w odmętach tego turnieju skryli się pod jakże dyskretną nazwą: o! (Tak, to jest nazwa ich drużyny na potrzeby tego turnieju... I niech jeszcze ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że to ja mam zryty beret...). Na szczęście znaleźli się podopieczni Cioci, którzy jednak nie mieli co robić w coraz dłuższe wiosenne wieczory i czas ten poświęcali grze. W wyniku tego Kamilos i Wandal zajęli 2 miejsce, czego należałoby im pogratulować. Ale jako że ścigali się na lolach, to powiem tylko że Wy sami jak te lole ;) No i to by było wszystko o tym turnieju... A nie... Przypomniałem sobie nazwę teamu Jarka. Jako że ów noob często lubił wracając do domu po jakieś imprezie trochę się poturlać, więc swój team nazwali: Turlaczki. I to już serio koniec o tym turnieju.



No i na zakończenie chciałem się pochwalić, że znalazłem fajną piosenkę na necie. Kojarzycie może taki hit sprzed lat: „Mietek ciągle chlał”? Więc ostatnio znalazłem jej nowe wydanie. A jako że tekst jest całkiem niezły (wcale się nie chwalę) i wpada w ucho, więc się nim z Wami podzielę. Taśma profesjonalna poproszona, wsadzona i zapuszczona, więc mogę zacząć śpiewać: „Mietex ciągle graaaał, chociaż przestać chciaaaał, ale Ciocia zła, powiedziała graaaj i zakładaj taaaag”... No dobra... Oryginał może i jest lepszy, ale za to powyższy tekst niesie za sobą jakieś przesłanie związane z naszym teamem. Jakie? Zarówno Mietek z oryginalnego tekstu, jak i Jarek lubią denaturat (widzisz Flagg, tu mógł być Twój nick. Wystarczyło tylko powiedzieć, że lubisz denaturat)? Nie, nie.. To nie to przesłanie. Jest też inne. A mianowicie takie, że 1 maja 2009 r. Metex założył taga *tcw*. Nie wiecie co za Metex? Filar Fabryki Strachu, reprezentant Polski na kolejną edycję pucharu narodów (o ile nic się nie zmieni), autor najlepszej scenowej piosenki, najlepszego scenowego albumu, dostępnego tylko na płycie gramofonowej itd. Mógłbym jeszcze coś wymyślić, ale już i tak pewnie wiecie o kogo chodzi, więc nie będę jeszcze bardziej niszczył swojej klawiatury, waląc w nią jak oszalały. Najważniejsze że Metex jest już u nas, a ja korzystając z okazji chciałem mu już po raz kolejny życzyć powodzenia pod spódnicą.



I to by było na tyle w majowym blogu. Wydarzenia warte opisania zostały opisany, kilka osób zostało pozdrowionych, więc wszystko się zgadza. Kolejny blog już 1 lipca, chyba że znowu z przyczyn niezależnych spóźni mi się okres.. (Ehh dziwnie to zabrzmiało..) i blog ukaże się z małym poślizgiem, ale o tym na pewno Was powiadomię. W każdym bądź razie przy okazji chciałem Wam życzyć wesołych wakacji i oderwania się od kompów... Pamiętajcie tylko, żeby znaleźć parę chwil w pierwszych dniach miesiąca, aby przeczytać kolejnego bloga, gdyż nieubłaganie zbliża się test, o których wspominałem troszkę ponad miesiąc temu.


Kwiecień

No i dobiega końca kolejny miesiąc, a więc przyszła pora na nowiutką porcyjkę bloga. Jak już zauważyliście, to już kolejny raz, kiedy to blog ukazuje się szybciej niż napisana w konstytucji data „pierwszy dzień każdego miesiąca”, ale tym razem mam dobre usprawiedliwienie, więc zanim dojdzie do rękoczynów, proszę abyście je przeczytali. Tak więc moja siostra, o której zresztą już parokrotnie wspominałem, pomalowała dzisiaj paznokcie i kazała mi o tym napisać newsa. Ale jako że kolor jaki sobie wybrała to fioletowy, więc postanowiłem, że na newsa to się nie nadaje, ale za to idealnie rozpocznie bloga. I właśnie w taki sposób „zaspokoiłem” (nie w tym sensie zboczuchy!!!) kilka osób. Siostra jest szczęśliwa, że o niej wspomniałem (mały update: siostra się do mnie odezwała i jest naprawdę szczęśliwa... Kolejny update: w następnym blogu też będę musiał o niej wspomnieć. Więc myślę, że zmienimy nazwę bloga na: „Blog Fefana o jego siostrze i paru innych mniej istotnych sprawach, takich jak TMNF”), ja jestem szczęśliwy, bo przestanie mnie ciągle o to prosić (następny update: jednak nie przestanie) i Wy jesteście szczęśliwi, gdyż po raz kolejny możecie czytać bloga. Tak więc wszyscy są szczęśliwi. Szczęśliwy będzie nawet Waściu, ale o tym później. Jako że wszyscy są szczęśliwi, to można przejść do konkretów. W tym blogu limit pisania o siostrze wyczerpałem, a jako że owa siostra czuje się tymczasowo zaspokojona, to kwietniowy TCW blog by Fefan można już wrzucić na stronkę.



Tak się zastanawiam, od czego zacząć. W kończącym się już miesiącu nie mieliśmy żadnych turniejów drużynowych, więc musieliśmy zaspokoić się tymi indywidualnymi, takimi jak BVG TMNF #1 i polskimi kwalifikacjami ESL Major Series IV. Jako że wymieniłem je w takiej kolejności, w jakiej wymieniłem, a wymieniłem je właśnie w takiej kolejności, a nie w innej kolejności niż je wymieniłem, to też w takiej właśnie kolejności, a nie w innej kolejności je opiszę.



Betsson Voodoo Gaming- jeden z najlepszych multiklanów na polskiej scenie e-sportowej... Żeby zależało nam na sponsoringu to bym napisał o nich jeszcze więcej komplementów. Ale jako że Redzik woli sam nas sponsorować, więc się obejdzie (znaczy ja ciągle szukam sponsora, więc ewentualne propozycje proszę kierować na maila lub przez PW). Inną sprawą jest fakt, że i tak nigdy tego nie przeczytają, więc byłaby to niepotrzebna fatyga (nie mylić z Fotygą) i bezsensowne marnowanie miejsca na stronie. Wracając do tematu: Po niedawno zakończonym turnieju w Americas Army, wyżej wspomniany „gaming” (nie lubię tego słowa), zorganizował kolejny turniej, tym razem dla sceny TMNF. Admin był, regulamin był, nagrody były, więc pojawili się też i zawodnicy. Wśród 50 graczy, znalazło się też 2 reprezentantów spódnicy Cioci Wiesi: Jarecki oraz Wandal. O ile ten pierwszy ponownie miał problemy z cheaterskim przyciskiem (nastąpiło przegrzanie, o których trochę niżej) i doszedł „tylko” do półfinałów, to drugi z naszych botów spisał się doskonale i cały turniej wygrał. Warto zaznaczyć, że jest to pierwszy poważny turniej w trackmanię, który wygrał. Wreszcie po kilkunastu wygranych meczach w klanie, udało mu się wygrać coś indywidualnie. Wandal, zasłużyłeś na to. Gratulacje i powodzenia w kolejnych turniejach, nie tylko indywidualnych.



Jak się pewnie domyślacie, przyszła pora na krótkie podsumowanie kolejnego, zapowiedzianego wcześniej turnieju, a mianowicie polskich kwalifikacji ESL Major Series IV. Zmęczenie po PL7 i PITMC dało o sobie znać, dlatego też mieliśmy do czynienia ze sporą liczbą no-szołów. Dzięki temu sporo osób było niemalże w raju, gdyż bez większego kłopotu awansowało dalej. W raju był również Jarecki, gdyż właśnie w taki sposób wygrał mecz półfinałowy. Szybko, łatwo i przyjemnie... Dokładnie tak, jak powinno pić się alkohol... Ech no i znowu zaczynam pisać o czymś innym, ale w porę się opamiętałem i wracam do tematu. Do startu w ESL MS IV zgłosiła się ponownie dwójka z naszych zawodników. IrRed oraz jak już wspomniałem, Jarecki. O ile popularny Łedzik odpadł już w 2 rundzie, to Jarek doszedł aż do finału, gdzie zmierzył się z Shadowem. Pierwszą trasę nasz reprezentant przegrał i musiał coś wykombinować. Właśnie wtedy podjął tak szczęśliwą dla niego decyzję: „walić zasady, włączam cheata”. Jak postanowił, tak zrobił. Zaczął używać niemalże zbawiennego w skutkach przycisku. No i na szczęście przyniosło to efekt. Jednakże doprowadziło to do przegrzania owego cheata, co zaowocowało słabą postawą Jarka w BVG TMNF oraz podczas zwykłego grania. Ale co najważniejsze podczas finału cheat nie zawiódł, Jarecki wygrał i dlatego możemy mu kibicować podczas grania z najlepszymi graczami z całej Europy. Przy okazji módlmy się, aby ktoś zechciał mi napisać licenc... Znaczy żeby Jareckie cheaty znowu zaczęły chodzić. Btw. gratki Mendo.



No i przyszła pora na kolejne, a zarazem ostatnie wydarzenie, które chcę opisać w blogu. Mianowicie od mniej więcej połowy kwietnia możemy cieszyć się z nowego klanowego nabytku. Krzychal, bo o nim właśnie mowa udowodnił, że wie jak zrobić drifta i dlatego właśnie daliśmy mu szansę założenia naszego taga. Przy okazji, chciałem z tego miejsca podziękować Krzychalowi za to, że w odróżnieniu od niektórych graczy (pozdro Jarek), zechciał napisać mi jakiś komentarz do newsa. Mamy nadzieję, że nasz nowy gracz zaaklimatyzuje się w teamie tak samo jak Kamilos i w niedługim czasie stanie się również naszym podstawowym zawodnikiem. No i tego właśnie Krzychalowi życzę.



No i to by było na tyle. Więcej grzechów, ani ważnych wydarzeń nie pamiętam, więc pora napisać jakieś zakończenie. Ale jako że żadne zakończenie nie przychodzi mi do głowy, to napiszę tylko nrk... A nie!!! Co mi nie przypominacie?! Przecież miałem napisać jeszcze parę stron o jednym z naszych graczy, a mianowicie o Waściu... No ale jakoś mi się nie chce... Do zobaczenie za miesiąc, kiedy to ukaże się następna część bloga.



A jednak nie koniec... Jak zawsze, umieściłem bloga na głównej tablicy ogłoszeń w mojej mieścinie do oceny. No i przypadkowi przechodnie (zupełnie nieznajomi) napisali, że stanowczo za mało o mnie. Tak więc, aby spełnić ich zachcianki (nie mylić z chęcią zabłyśnięcia na scenie), postanowiłem jeszcze cosik dopisać. Jako że (póki co) jest to blog Fefana, więc mam wszelkie podstawy prawne, aby pisać i pisać i pisać i pisać.. I tak bez konsekwencji. A więc aktualnie szukam jelen.. znaczy bardzo miłej osoby, która zgodzi się napisać moją pracę licencjacką. A tak się składa, że mamy na stronie całkiem udaną redakcję, więc mam dla niej robotę. Piszecie mi licencjat i nie ma że nie ma. Temat naszej... tzn. oficjalnie mojej pracy to: „Dlaczego IrRed jedzie do Zakopca dokładnie tydzień przede mną i jak ja będę tam zajeżdżał, to on już będzie w domu?”. Tak więc redakcję proszę o dogadanie się, kto, co, gdzie i na kiedy, a ja już mówię promotorowi, że za tydzień będzie praca. Kolejna kwestyja. Mimo wszystkich niedobrych tekstów, które usłyszałem, chciałem też pozdrowić Agusię (chyba się nie gniewacie, że link do tego bloga umieściłem na każdym drzewie, koło którego przechodzę i teraz na stronę wchodzą również ludzie, którzy o TMNF nie mają zielonego pojęcia... Zresztą to tak samo jak ja), która to nie chciała mi pomóc w pisaniu pracy i dlatego byłem zmuszony zwrócić się do Was. Chciałem też napisać, że wyżej wspomniana osoba powiedziała, że muszę się dużo nauczyć w kwestii podrywania, ale jako że to nie stawiałoby mnie w pozytywnym świetle, to zrezygnuję z tego pomysłu. W każdym bądź razie: Aguś, wspomniałem o Tobie, więc teraz każdemu powinien spodobać się ten blog... Przynajmniej tak mówiłaś...



Hmm tak sobie myślę, że wystarczy już tego reklamowania mojej osoby i pora kończyć kolejny odcinek z serii: „z kamerą wśród Fefanów”. A przy okazji, chciałem zaznaczyć, że jeśli do następnego miesiąca nie zaproponują mi roli w kolejnym Jamesie Bondzie, lub też kolejnej serii 13 posterunku, to w następnym miesiącu, o sobie napiszę jakieś 20 stron, a 2 dni później zrobię test, aby zobaczyć czy naprawdę czytacie bloga... Biada temu, który pomyli się chociaż w jednym pytaniu. Więc jeśli macie jakieś wtyki w świecie filmu, to radzę już załatwiać mi kontrakt. A tak poważnie mówiąc, byłby ze mnie świetny aktor. Pomyślcie no tylko: Fef zamyślony z piórem w ręku mówi: „pisać, czy nie pisać... Oto jest pytanie...” I co? Super by to wyglądało, prawda? Więc uruchamiać swoje wtyki i modlić się, aby przynajmniej 1 osoba poznała się na moim talencie, bo inaczej już nigdy nie zaznacie spokoju.



Ech no i na koniec byłbym zapomniał. W ostatnim akapicie nie ma nic związanego z TMN, więc jeśli nie chcecie, to nie musicie tego czytać... Trochę za późno o tym napisałem, no ale cóż zrobić...


Marzec spisany

Tak sobie myślę, że też nie lubicie, gdy spóźnia Wam się okres i dlatego bloga zamieszczam o czasie, a nawet trochę wcześniej... Chodziło mi oczywiście o okres wydawczy bloga, więc skończcie już z tymi myślami... Tak więc po raz kolejny możecie czytać moje wypociny, gdyż praca licencjacka nie do końca mnie absorbuje i swój czas wolę poświęcić na coś innego. Inną sprawą jest też fakt, iż ciesząca się największym szacunkiem oraz zaufaniem gazeta, nie chciała podpisać ze mną umowy. Sam nie wiem czemu... Może dlatego, że im tego nawet nie proponowałem? Tak więc chciałem z tego miejsca ogłosić, iż gazeta: F... (ehh po raz kolejny dopada mnie skleroza i zapomniałem nazwy. Wiem tylko, że nazwa tego dziennika wywodzi się od nazwy TVN-owskich wiadomości) może tylko żałować i ewentualnie próbować mnie zatrudnić, co przy pensji, jaką wypłaca mi Redzik nie byłoby wcale takie proste. Ehh no i znowu rozpisałem się o sobie, a Wy nic nie mówicie. Nie wiem czy aż tak Wam się te wstępy podobają, czy po prostu czujecie się zastraszani i boicie się zgłaszać sprzeciw? No ale mniejsza o to. Właśnie dobiegł końca miesiąc, w którym topiliśmy marzannę na naszej-klasie i wypadałoby wkleić mojego sssskarba (Władca Pierścieni dla niewtajemniczonych i często powtarzany tekst Golluma), co też właśnie czynię.



W minionym już miesiącu miało miejsce tak wiele jakże ważnych wydarzeń, że aż nie mam czego opisywać. Żadnych skandali, żadnych dram i temu podobnych. Nie będzie więc tego, co tygryski lubią najbardziej. Oczywiście mógłbym wspomnieć o tym, że Magda wreszcie stała się kobietą... Nie wiem z kim, nie wiem jak, ale wiem, że stała się kobietą, z kolczykiem w pępku. Ale jako że wyżej wspomniana pani już wszystkim się pochwaliła, to doszedłem do wniosku, że byłoby to bez sensu. A zresztą, ten blog ma reklamować moją nieskromną osobę, a więc Magda musi
się sama o siebie starać... W końcu mamy równouprawnienie...



Drugą sprawą jest fakt, że mimo mojej skargi, redakcja dalej istnieje i co gorsze ma się w miarę dobrze, więc dalej uprzedza mnie w podsumowaniu wszystkich ważniejszych wydarzeń. Moja obecna rola w blogu polega na kopiowaniu obojętnie którego newsa, dopisywaniu jakichś dennych uwag, przesyłaniu bloga siostrze do oceny, usuwaniu uwag, przesyłaniu siostrze, wklejaniu jej uwag, dodawaniu moich uwag, do jej uwag, następnie... Ehh w każdym bądź razie droga, którą przechodzi blog przed publikacją jest długa i kręta, więc nie ma sensu zadręczać Was tą całą historią.



Dlatego też przejdę do wydarzenia, które zacząłem opisywać w poprzednim blogu. Mowa tu oczywiście o Polskim Turnieju W Piciu Piwa Na Czas, ukrywającym się pod jakże zwodniczym skrótem PITMC. Przyznaję szczerze, że wolę spożywać alkohol, niż patrzeć jak robią to inni, toteż z tym turniejem nie byłem na bieżąco. No ale jako że Fan kazał mi o tym wspomnieć, a raczej o jego występie w tym turnieju (widocznie moja wolność wypowiedzi powoli się kończy), więc chcąc, nie chcąc muszę zacząć improwizować. O kłopotach z zapasami wspomniałem w poprzednim blogu. Wspominałem też o nowym sponsorze, który miał zaopatrywać zawodników w herbatę.. znaczy w piwo. Jednak i ten sponsor nie poradził sobie z natłokiem zawodników i organizatorzy byli zmuszeni co tydzień odsyłać pijaków do domu, dzięki czemu napoju wyskokowego wystarczyło aż do wielkiego finału. Co tu dużo mówić o poszczególnych fazach. Pili, odpoczywali, pili, znowu odpoczywali, pili i znowu pili... I tak w kółko przez parę tygodni. Najmniej zaprawieni w piciu (chociaż trafniej by było napisać: żuleniu) odpadali szybciej, naczelne pijaki awansowały dalej, czyli nic ciekawego. Ogólnie dobrze w turnieju spisał się Fan, który zajął 8 miejsce. Wandal zajął miejsce 7 i sam nie wiem czy jest z tego miejsca zadowolony. Wiem tylko, że będzie zadowolony, jeśli pogrubię jego nicka. A tak w ogóle to chciałem przypomnień, że Wandal swoją podróż z turniejem zaczynał od OTwartego Towaru (który wygrał), więc i tak daleko zaszedł. Od połowy puszki zaczynał też Waściu, który jednak dostał lekkiego zatrucia i musiał zrezygnować z dalszych rozgrywek tuż przed najważniejszą kolejką. Połowicznym towarem musiał także zadowolić się Chmielu, który jednak wolał trenować w TMNF niż pić piwo, dlatego też z turnieju odpadł w miarę szybko. Jak dla mnie największym rozczarowaniem jest Jarek, któremu zabrakło 2 łyków, aby reprezentować nas wśród wielkiej czwórki i musiał zadowolić się 5 miejscem. Godziny treningów na TS nic nie dały. Od początku powtarzałem mu, że musi pić jak najszybciej, ale on był mądrzejszy i wolał rozkoszować się każdym łykiem. Dotychczas mu to starczyło, ale kiedy trafił na żuli spod monopolowego, jego forma okazała się za niska. Tak się składa, że Flagg i Baser woleli zabrać towar do domu, niż spożywać go do końca na miejscu, co jednak nie spodobało się organizacji, która to nasłała na nich typowych no-liferów, przez co musieli pożegnać się z turniejem trochę szybciej. Ale to jeszcze nie koniec na temat tego turnieju. Tak się składa, że mieliśmy swojego reprezentanta wśród wielkiej czwórki żulów spod monopolowego. W wielkim finale reprezentował nas Kamilos, który nie wytrzymał tempa narzuconego w ostatniej kolejce i zasnął w trakcie jej trwania, przez co turniej zakończył na 4 miejscu, co i tak jest bardzo dobrym wynikiem i na pewno dużą niespodzianką. Na marginesie chciałem zaznaczyć, że turniej wygrał gracz eXiliado- Foxy. Nie będę tego szerzej opisywał, gdyż w blogu skupiam się tylko na sobie... No chyba że czasami zostanę zmuszony do napisania paru zdań o reszcie TCW. I na tym zakończę improwizowanie odnośnie tego turnieju, bo już nawet ja nie wiem o czym piszę, a wolę nawet nie myśleć, jak zakręceni będziecie Wy, podczas czytania moich wypocin. Heh czy tylko mi słowo „wypocin” skojarzyło się ze słowem „Tabcin”? Pozdro Redzik... Btw. Jak tam chmury?



No i po raz kolejny doszliśmy do Waszej ulubionej części bloga, czyli zakończenia. Wreszcie możecie skończyć go czytać, walnąć jakiś komentarz, żebym się od Was odczepił i zapomnieć o jego istnieniu, aż do następnego miesiąca. Tym razem po głowie chodzi mi tekst kabaretowy, który nie za bardzo pasuje do zakończenia, ale nie byłbym sobą, gdybym go nie użył. Tak więc na wszystkie Wasze pytania, moja odpowiedź będzie brzmiała: „Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem” i właśnie tymi słowami się z Wami żegnam.

Kolejny, lutowy już blog

Luty- miesiąc zakochanych. Miesiąc Ewy i Adama, Magdy i Pawła, Reda i dinozaurów, Gutsa i jego romantycznych opisów na gg (zresztą te opisy nie tyczą się tylko lutego) oraz Basera idącego w ślady Gutsa z tymi opisami. Luty to miesiąc, który właśnie się skończył i dlatego po raz kolejny możecie czytać tego bloga. Sam nie wiem, który to raz. W pamięci do tylu nie doliczę, a kalkulator mi nie pomoże, gdyż zepsuł się, kiedy były liczone kolejne statystyki meczowe... Jarek, pamiętaj że cały czas czekam na nowe elektroniczne liczydło...


Jako że dawno nie rozpoczynałem bloga od żenującego żartu prowadzącego, to w tym miesiącu postanowiłem to nadrobić:


Przychodzi Fan do lekarza, a tam Fefan... No dobra... Może nie do końca można to uznać za żart, ale jako że sporo osób ciągle myli te 2 osoby ze sobą, to poszedłem za namową Fana, który ma dość bycia mylonym z moją osobą i postanowiłem po raz kolejny napisać, iż Fan to nie Fefan, a Fefan to nie Fan. Proste prawda? 


Wstęp już jest, więc teraz pora napisać coś poważniejszego, co też właśnie czynię. W lutym zagraliśmy 2 ostatnie mecze w Polish League 7 i to właśnie od tego wydarzenia zacznę opisywanie właściwej treści bloga. 


Nasz 4 mecz w Mistrzostwach Polski rozegraliśmy z dobrze nam znanymi graczami D-Link PGS. Teamu, nafaszerowanymi polskimi gwiazdami w takim samym stopniu, co PGE Skra Bełchatów (drużyna siatkarska, jakby ktoś nie wiedział). Był to niewątpliwie najważniejszy mecz PL7, który miał zadecydować i zadecydował jak ułożą się 2 najwyższe miejsca na podium. Przed meczem podjęliśmy pewnego rodzaju działania na boku, mające zapewnić nam zwycięstwo. Magda podrywała Pawła, który i tak znajdywał czas na trening. Ja podry... znaczy zagadywałem Shadowa, który tego czasu miał mniej i zagrał „tylko” na 2 trasach. Jarek postanawiał pić wieczorami, aby odgonić od siebie stres. Jednak co ważniejsze, mimo naszych działań, nie udało nam się wygrać tego meczu. Po bardzo wyrównanej walce, przegraliśmy 1:2 (11:17 w małych punktach). Zostaliśmy jedyną drużyną, która w przeciągu całego PL7 zdołała urwać 1 trasę graczom, którzy postanowili pier... znaczy zostawić studia i zostać ninja. Mimo porażki udowodniliśmy, że możemy nawiązać równą walkę z PGS-ami i możemy obiecać, że w następnej edycji PL będziemy jeszcze lepsi. 


Ostatni mecz zagraliśmy z ekipą Holusia (po raz kolejny o Tobie wspomniałem, więc możesz przestać prosić mnie o to na gg), czyli Fear Factory X-Fi. Był to mecz, który decydował czyja ekipa zajmie 2 miejsce na podium. Po tygodniu treningów nadszedł wreszcie dzień meczu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że ten mecz wygramy. Od rana świeciło słońce (chyba), a że my lubimy słońce to wiedzieliśmy, że nawet pogoda trzyma za nas kciuki. Pewna pani, prowadząca główne wydanie wiadomości w pewnej komercyjnej stacji telewizyjnej uśmiechnęła się w naszą stronę, aby dodać nam otuchy. Nawet Jarek przestał pić, aby sam bez niczyjej pomocy, dał radę zasiąść na swoim miejscu pracy, lub jak kto woli- grania. Wszystko to sprawiło, że pewni swoich sił zasiedliśmy przed komputerami, aby zagrać, bądź dopingować naszych zawodników podczas meczu. Wiedzieliśmy, że nie możemy przegrać tego meczu i go nie przegraliśmy. Wynik 3:0 (21:4) mówi wszystko. Pewna wygrana zapewniła nam miano wicemiszczów.  


W ramach podsumowania chciałem podziękować wszystkim graczom, dzięki którym udało nam się zająć 2 miejsce w Polish League 7. Szczególne podziękowania dla: Basera, Chmiela, Chybecka, Fana, Flagga, Jareckiego, Kamilosa, Wandala i Waścia. To właśnie oni brali czynny udział w meczach i dzięki nim możemy chodzić z podniesioną głową... Oczywiście, kiedy już dojdziemy do siebie po opijaniu tego sukcesu. W PL6 byliśmy 3. Teraz 2. Nasza forma cały czas idzie w górę, więc chyba wiadomo już, kto wygra PL8, prawda? Myślę, że nawet nie trzeba będzie organizować następnej edycji Mistrzostw Polski w Trackmanię


Kolejnym wydarzeniem wartym opisania jest Polski Turniej W Piciu Piwa Na Czas. Nazwa o turnieju mówi wszystko, więc nie będę się rozpisywał o zasadach. W każdym bądź razie skrót, który brzmi PITMC może wprowadzić w błąd i dlatego musze napisać krótkie wytłumaczenie. Otóż nazwa turnieju, w pewnym dawno już zapomnianym języku, o którego istnieniu pamiętają tylko nieliczni górale brzmi: Polisz Indywidual TrakMania Cap i stąd właśnie pochodzi skrót. I proszę się ze mną nie kłócić, gdyż wiem co piszę... Przynajmniej zazwyczaj... No ale wracając do turnieju. Zgłosiła się do niego większość sceny, ale w skutek obawy administratorów o zbyt szybkie wyczerpanie zapasów, przyjęto tylko 253 osoby. Chęć picia piwa wyraziło też sporo podopiecznych Cioci Wiesi, ale o tym później. Co najdziwniejsze, nie wszyscy uczestnicy są pełnoletni, a co za tym idzie zazwyczaj niezaprawieni w bojach.. Widać tutaj wyraźnie obawy administracji przed konkurencją i wpuszczając do tak prestiżowych turniejów nowicjuszy, chcą zwiększyć swoje szanse.. Dobra, koniec z obrażaniem administracji. Faktem jest, że zapasy piwa wyczerpywały się zbyt szybko i trzeba było coś zrobić, aby turniej nie zakończył się klapą. Rozwiązaniem szefostwa było wprowadzenie drugiej rundy, do której dostało się 32 najlepszych, a w zasadzie najszybszych pijaków. Konkurencja była bardzo silna i aby przejść dalej, puszkę piwa trzeba było wypić w maksymalnie 57.1 sekundy. Z TCW ta sztuka udała się 6 osobom, na czele z Jarkiem, który wieczorami przygotowywał się do turnieju pijąc na TS. Pozostała 5 to: Baser (BSN Powa), Chybeck (o nim niżej), Fan (niby miałem o Tobie wspomnieć, więc to robię), Flagg (całe szczęście jeszcze się nie wypalił) i Kamilos (PL7 to za mało. Musi dalej udowadniać co jest wart). Niestety jeden z naszych zawodników po zakończeniu pierwszej fazy dostał niestrawności (administracja zaprzecza, jakoby chciała się pozbyć faworyta rozgrywek, poprzez podanie mu „używanego trunku”) i nie mógł dokończyć turnieju. Mowa tu oczywiście o Chybecku. W wyniku tego Ciocię reprezentuje 5 żuli. Przynajmniej tak miało być, ale po raz kolejny szefowie turnieju pokazali swoją jednostronność (było za mało zawodników w spódnicach) i dzięki pozyskaniu nowego sponsora, dali uczestnikom możliwość dalszego rozkoszowania się pifem, w PITMC OTT.


Skrót PITMC jest już znany, a końcówka OTT oznacza OTwarty Towar. Jak łatwo wywnioskować, do wypicia jest tym razem tylko połowa puszki. Tak się składa, że w ostatni weekend lutego zakończyły się kwalifikacje do wyżej wspomnianego turnieju i zdążyłem go opisać w obecnej części bloga. Tak więc: Po uzupełnieniu zapasów przez organizatorów, mogliśmy znowu cieszyć się darmowym alkoholem. Nowy sponsor okazał się jeszcze hojniejszy niż pierwszy i dlatego do dalszej fazy rozgrywek przechodzi 48 graczy, lub też spożywczy piwa... Jak kto woli. Co ważniejsze, reprezentanci Cioci Wiesi równie dobrze poradzili sobie z OTTwartym towarem i w kolejnej rundzie będą nas reprezentowały 3 alkoboty, czyli: Chmielu (widać ćwiczenia na PGA dobrze mu zrobiły i w piciu jest coraz lepszy), Wandal (jeden z naszych naczelnych pijbotów, który tylko w skutek „wakacji” musiał zadowolić się puszką do połowy pełną) oraz Waściu (niby cicha woda, nic nie treni, ale pić umie). Pozostałymi graczami nie będę się zajmował, gdyż jest to blog TCW. Nie napisze nawet, że do dalszej fazy rozgrywek zakwalifikował się Holuśśś...


No i na tym zakończę opisywanie Polskiego Turnieju W Piciu Piwa. Kolejne informacje z tego wydarzenia opiszę w kolejnym blogu (jeśli nic mi nie odbije i nie przestanę go pisać), więc już teraz zachęcam do czytania.


A teraz przejdę do kolejnych wydarzeń, które postanowiłem opisać.


Jako że bloga rozpocząłem od stwierdzenia, iż luty to miesiąc zakochanych, a może znajdzie się parę osób, których argumenty z początkowego akapitu nie przekonają, to mam tutaj kolejny dowód, potwierdzający moją tezę. A mianowicie: Elvis został złapany.. Został złapany przez swoją drugą połówkę i zaprowadzony do kościoła, gdzie jakiś „pan” w pelerynie, zwany potocznie księdzem, związał ich ręce szalikiem, lub też jak ktoś woli chustą i postanowił nie rozwiązywać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Jeśli ktoś jeszcze nie połapał się w tym, co mam do przekazania, to łaskawie napiszę prościej: pewna dziewczyna, zwana dalej Panią Elvisową ukradła nam Elvisa... Jeszcze jaśniej? Elvis się ożenił! Jaśniej już się chyba nie da. Teraz, jeśli wszyscy już wiedzą o co chodzi, to chyba przyszła najwyższa pora na ponowne złożenie życzeń. Tak więc: życzę Tobie... a w zasadzie Twojej żonie, abyś był dla niej tak samo super osobą, jak dla nas, a żeby Twoja żona, była dla Ciebie o wieeele lepsza niż my. To chyba mówi wszystko i nie muszę nic więcej dodawać. 


Ostatnim wydarzeniem, jakże różnym od poprzedniego, ale również wartym opisania, jest zmniejszenie naszej rodziny. 18 lutego Donert doszedł do wniosku, że Ciocia już mu się znudziła i zostawił ją na lodzie (nie, nie... Nie tańczącą na lodzie). Dzięki temu niecnemu postępkowi, Ciocia ponownie została w za dużej spódnicy, a co za tym idzie ukryła się przed światem zewnętrznym, gdyż Ciocia, jak na kobietę przystało, nie może pokazać się innym ludziom w ubraniu, które nie leży na niej idealnie. Tak się składa, że Wiesia w ogóle zabroniła mi wspominać o tym ukrywaniu się, a jako że i tak spotka mnie kara, więc ten akapit zakończę szybko i bezboleśnie: Donertowi dziękuję za wspólnie spędzony czas i powodzenia w dalszej grze, tym razem pod inną banderą.


No i po raz kolejny doszliśmy do części, gdzie trzeba się pożegnać.. Ale jako że znowu po głowie chodzą mi pewne kabarety, to napiszę tylko: „Nie żegnam się, bo jestem niewierzący”...


Styczniowy blog
Dzisiaj mamy drugi dzień lutego i jak było zapowiedziane, pora wkleić na stronę najnowszą część bloga, co tez właśnie czynię. Ostatni „rozdział” był umieszczony w połowie grudnia, wiec początkowo cieszyłem się, że do opisania będzie aż półtora miesiąca, gdyż wreszcie będę miał co opisywać. Z biegiem czasu okazało się jednak, że moje nadzieje okazały się złudne. Czemu pytacie? Więc odpowiadam, że to wszystko przez powołanie redakcji. Redakcji, która nawiasem mówiąc nie spełnia swoich podstawowych założeń, przez co jestem zmuszony do złożenia oficjalnej skargi, do Trybunału Sprawiedliwości, w którego skład wchodzi: Ciocia Wiesia, Wiesia Ciocia i sama Ciocia. Skargę motywuję tym, że od kiedy powołano wyżej wymienione zło, czyli Redakcję, każde ważniejsze wydarzenie zostało opisane w newsie, przez co w blogu pozostaje mi tylko pisanie wstępu i zakończenia. Rażąco uderza to w moją wolność wypowiedzi, która powinna być nienaruszalna, co wynika z podstawowego prawa e-kozaka. Mam nadzieję, że moja skarga zostanie rozpatrzona, Redakcja zacznie się wreszcie lenić, a mój blog stanie się ponownie głównym źródłem informacji, lepszym nawet niż główne wydanie wiadomości TV... No i tutaj mamy problem, gdyż zapomniałem nazwy... Coś mi świta, że w nazwie było coś o „ciągle tu jestem”, „dalej trwam” czy jakoś tak. No nic, nie przypomnę sobie nazwy. Mówi się trudno, żyje się dalej. Ważne, że wiecie o co chodzi.





No ale przejdźmy do rzeczy, czyli do opisania najważniejszych wydarzeń z życia Teamu Cioci Wiesi od 21 grudnia 2008 do 1 lutego 2009 roku. Magda dalej nie zaszła w ciążę. Mówi, że jest jeszcze trochę za młoda, ale na następnej imprezie offline będzie już trochę starsza i obiecała, że o tym pomyśli, a może nawet w tym kierunku trochę podziała. Z kim? To jeszcze niepostanowione. Kandydatura Reda też jeszcze nie jest w 100% potwierdzona, więc jeśli ktoś jest zainteresowany, to może się starać. Jarek dalej nie chce wyjść spod spódnicy i nie zrobimy z tego dramy. W wyniku tego, muszę skoncentrować się na wydarzeniach mniej istotnych. Zdaję sobie sprawę, że nie chcecie czytać o nic nieznaczącym turnieju, który za zadanie ma wyłonić najlepszy polski team grający w TMN. No ale cóż zrobić. Pretensje proszę kierować do wyżej wymienionej dwójki, a teraz chcąc – nie chcąc, nie pozostaje Wam nic innego, jak poczytać o Polish League 7.






11 stycznia dowiedzieliśmy się, jakie 5 drużyn będzie się starało przeszkodzić nam w zostaniu drużyną numer 1 w Polsce. Czy tym razem osiągniemy najwyższe miejsce na podium? To się okaże. Jak na razie idzie nam całkiem niezłe, gdyż wygraliśmy 3 mecze. Pierwszy mecz zagraliśmy z pretendentami do podium, czyli dywizją multiklanu HardPlay (obecnie RBForever). W wyniku bardzo dobrej dyspozycji Basera, Flagga, Jareckiego, Kamilosa i Wandala, oraz trochę słabszej graczy HardPlay, oddajemy rywalom tylko 3 małe punkty, ogólnie wygrywając mecz 3-0 (21:3). Co ciekawe, według Shadowa, graczem meczu został Fefan (musiałem o tym wspomnieć, normalnie musiałem), który o dziwo w meczu nie wystąpił. Jednak Jarek z tą decyzja się nie pogodził i zaraz po meczu wziął się za zliczanie wszystkich punktów zdobytych przez każdego gracza z naszej drużyny, aby udowodnić, że to jednak jemu należy się zaszczytne miano: Man of the match. Po paru zapisanych kartkach papieru, oraz uszkodzeniu 2 kalkulatorów, wreszcie mu się udało. Wyliczył, że to jednak on zdobył najwięcej punktów dla naszego zespołu, co udowodniło, że jeszcze trochę grać potrafi. Mimo tych skomplikowanych działań matematycznych, graczem meczu pozostał Fefan, a Jarkowi pozostaje dalej trenować i mieć nadzieję, że kiedyś mnie z tego miana wygryzie.





Drugi mecz zagraliśmy z klanem X-Treme X-Drifters. Tutaj już tak kolorowo nie było i oddaliśmy aż 8 rund, wygrywając mecz 21-8 (3-0 w dużych punktach). Ogólnie z meczu należy zapamiętać dwie rzeczy. Po 1: znowu zostałem graczem meczu. Godziny ciężkich treningów, nieprzespanych nocy, nieuczenia się do egzaminów itp. zaowocowało. Po raz drugi zostałem doceniony (spamowanie gg Shadowa nie ma nic wspólnego z tą decyzja. Była ona całkowicie bezstronna), za co bardzo dziękuje. Dobra limit pisania o mnie wyczerpany. Teraz pisze o Was... Ech chyba w to nie uwierzyliście, nie? Dalej będę robił z tego bloga reklamę mojej osoby... No ale wracając do drugiego faktu wartego zapamiętania. Jest nim: uwaga, fanfary: tamtamtamtamtam: Jarecki nie zdobył najwięcej punktów dla naszego zespołu. Niemożliwe, ale prawdziwe. Może wydaje się to dziwne, ale Jareckiego wyprzedził Flagg. Z tego miejsca chciałem podziękować Flaggowi, że pozwolił mi być świadkiem tak ważnego wydarzenia. Spełniły się moje największe sny. Teraz czuję się spełniony. Mogę odejść w spokoju... Oczywiście do kuchni, po kolejne piwo. Wracając do meczu: Jareckiemu chciałem powiedzieć, że mimo iż traci to coś (hmm chyba po prostu kończy się abonament na cheaty, albo przycisk na klawiaturze: rób 1 lokala się zacina) to dalej jest jednym z ważniejszych zawodników naszego teamu i nie jest to wystarczający powód do kończenia kariery.





Kolejny i jak do tej pory ostatni mecz w PL7 zagraliśmy z Republiką Herbacianą. Jako pierwsza drużyna PL7 wygraliśmy z nimi 21-0. Ta sztuka nie udała się ani PGS, ani FF. Czy to znaczy że już wygraliśmy PL7? Niestety jeszcze nie. Ale co się odwlecze... Bardzo cieszy nas fakt, iż potrafiliśmy wygrać ten mecz takim wynikiem, mimo braku naszych 2 botów: Jareckiego i Flagga. Wyżej wspomniana dwójka dowiedziała się, że o 20 będzie powtórka ich ulubionego serialu „I ty możesz nie zagrać w meczu” i dlatego na meczu się nie pojawili. Pod ich nieobecność barwy Cioci reprezentowali: Baser, Chmielu, Fan, Kamilos, Wandal, oraz Wasciu i na ich szczęście (Redzik stał nad nimi z torebką, gotów uderzyć, gdy ktoś zaprzyjaźni się z bandą na dłużej) wywiązali się z tego zadania doskonale. Do boju prowadził ich oczywiście tradycyjny gracz meczu, a nawet całej kolejki: Fefan, który tym razem pojawił się na ostatnie 10 min kwali. No ale wystarczy tej radości. Przed nami 2 najcięższe mecze, z PGS, oraz FF. Po tych meczach okaże się, kto wygra obecną edycję Polish League.





Ostatnim wydarzeniem, które chciałbym tutaj opisać, jest, a w zasadzie są: Polish TM Awards 2008. Są to wyróżnienia przyznawane przez scenowiczy, co też czyni je w mojej opinii bardzo prestiżowymi. Cieszy nas to, ze scenowicze zamiast zagłosować na własny team (tak jak my to robiliśmy), zagłosowali na nas, co pozwoliło nam zgarnąć parę medali. Oczywiście o szantażach, przekonywaniu, spamowaniu gg, groźbach itp. nie będę wspominał. Przyjmijmy, że w paru kategoriach wygraliśmy uczciwie i tego się trzymajmy. Jakie to kategorie? Otóż Team Cioci Wiesi zdobył tytuł: Najlepszego klanu, Najlepszego klanowego loga, oraz Najlepszej klanowej strony. Zdobyliśmy również 3 miejsce w kategorii: Najlepszy Polski serwer. Z tego miejsca chciałem podziękować TheVipowi, bo właśnie dzięki niemu, możemy i możecie na nim trenować. Warto tutaj zaznaczyć, ze najbardziej cieszy nas wygrana w pierwszej kategorii, gdyż jeszcze w trakcie głosowania, omówiliśmy się z PGS-em, że przegrana drużyna na następnym lanie wskakuje pod stół. Sam nie wiem, w jakim celu. Kazali mi to napisać, wiec piszę. Ważne, że po tej umowie, uruchomiliśmy wszystkie nasze tajne dojścia do administracji, o których wspomniałem wyżej, a szefostwo tak się przestraszyło, że z rozbiegu przyznało nam jeszcze dodatkowo 3 awardy drużynowe i parę indywidualnych. Oczywiście wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Osoby wyróżnione z naszego teamu to:





- IrRed - Najlepszy CL (egze.. .coć tam... razem z Jakubem na 1 miejscu), oraz dwa razy brązowe wyróżnienie w kategoriach: Najbardziej zasłużony dla sceny, oraz Osobowość sceny.





- Jarecki - Najlepszy gracz, Najlepszy Polski film TM (Jarecki skill movie by Vegas), oraz 3 miejsce w kategorii: Najlepsza trasa TMNF (PL6-Jarecki-D).





- Wandal - 3 miejsce w kategorii: Odkrycie roku.





- Baser - 2 miejsce w kategorii: Najlepszy Polski film TM (Baser skill move by Iam).





- Megane - 3 miejsce jako: Osobowość sceny.





To by były wszystkie awardy, które zdołaliśmy ukraść... znaczy zdobyć. Laureatom gratuluję, a wszystkim, którzy oddali na nas swoje głosy, dziękuje... Tak jak się umawialiśmy... Numery kont podajcie Redzikowi.




No i przyszła pora na zakończenie. Nie zajmuję Wam już więcej czasu, więc możecie wracać do treningu. A ja zaczynam myśleć, co napisać w kolejnej części bloga, gdyż moja siostra (tak mam siostrę... Uprzedzając Wasze pytania: nie, nie dam Wam jej zdjęć...) już się nie możne doczekać kolejnej części. Przy okazji chciałem serdecznie pozdrowić h0lusia, który zagroził podcięciem sobie żył, gdy o nim nie wspomnę. No już... Uspokój się... Odłóż tę żyletkę i zmień komentarz...

Grudzień opisany.

Przyszła kolej na opisanie kolejnego miesiąca. Jako że parę osób powiedziało, że w listopadowym blogu było za dużo kłamstwa i egoizmu, autor postanowił nieco zmienić jego formułę. Od teraz będą w nim przedstawione tylko suche fakty, bez żadnego komentarza. Przechodzimy więc do rzeczy. Zaczynamy oczywiście od samych faktów.


Grudzień jest dwunastym i zarazem ostatnim miesiącem każdego roku. Składa się z 31 dni, dużej ilości godzin, jeszcze większej ilości minut i tak dużej ilości sekund, że nawet kalkulator autora by sobie nie poradził z obliczeniem tej liczby.


W miesiącu, który został opisany, wydarzyło się bardzo dużo jakże ważnych rzeczy w klanie TCW. Są one tak ważne… tak bardzo ważne… aż tak ważne, że autor postanowił ich nie opisać.


I na tym zakończę pisanie bloga, który składał się tylko z suchych faktów i niczego więcej…


Hmm właśnie sobie zdałem sprawę, że rubryka ta nazywa się TCW Blog by Fefan. I to Fefan jest tu głównym administratorem (i teraz zacznie się chwalić na lewo i prawo, że wreszcie jest gdzieś adminem… no dobra już się chwali… a tak w ogóle to kto pozwolił temu noobowi to pisać?) i to od niego, a w zasadzie ode mnie zależy, co będzie zawarte w tym blogu. No może nie do końca ode mnie. Zawsze może być tak, że Guts usunie bloga z tej strony i skończy się moja wolność wypowiedzi. Ale póki jeszcze tego nie zrobił mogę pisać dalej to, co myślę, czuję i w ogóle wszystko to, co mi ślina na język przyniesie. Standardowo zacznę od żenującego żartu prowadzącego:


Przychodzi Baser do lekarza, a tam Red patrzy sobie w górę, przez szyberdach i mówi: Ale te chmury zapier******


Dla tych, którzy dopiero teraz włączyli swoje odbiorniki… Teraz będzie o wydarzeniach z grudnia, więc możecie się skupiać na tym, co czytacie… Jarek, Ty też… Później zdążysz jeszcze trochę potrenować. Wszyscy uważają? Skupiają się? Qrde widzę, że aż poczerwienieliście od tego skupiania się, więc może zrobimy chwilę przerwy… Oki, no to zaczynamy.


Hmm tak się zastanawiam, od czego by tu zacząć. Staram się znaleźć w pamięci jakieś wydarzenie warte opisania i żadnego takiego nie znajduję… Jak to przystało na grudzień większość klanu oderwała się od kompa. Co za tym idzie nie było żadnego meczu, żadnego nowego klanowicza itd. No ale jako że mamy grudzień, nie mam o czym pisać, a jednak coś wymyślić powinienem, postanowiłem złożyć wam życzenia. Szczęśliwy ten, kto znalazł się w Teamie Cioci Wiesi. Dla każdego z naszych obecnych graczy napisałem życzenia indywidualne. No ale przejdźmy lepiej do rzeczy… Pora na życzenia:


- Baserowi życzę, aby następne imprezy off-line były organizowane również w Poznaniu, dzięki czemu będzie mógł gościć w swojej willi ponownie przedstawicieli naszego klanu.


- Chmielowi życzę, aby się nie wydało, że Ala to jednak nie jego siostra i aby dalej uczył się w byciu coraz lepszym agentem.


- Chybeckowi życzę jak najwięcej imprez u Stara. Podobno dzięki nim łapie coraz większego skilla….. Oczywiście w piciu.


- Cinkowi życzę napisania od czasu do czasu czegoś na naszym forum, bo już Ciocia się zastanawia czy Cinek o niej jeszcze w ogóle pamięta.


- Donertowi życzę więcej osób, które będą popierały jego kandydaturę przy dojściu do innego klanu… Zresztą, co ja mówię. Przecież Donert klan już znalazł, a Redzik mu z niego odejść nie pozwoli.


- Fanowi życzę, aby nikt więcej nie pomylił go z takimi noobami jak fefan. A tak w ogóle to wszystkie najlepszego z okazji urodzin, które miałeś 13 grudnia… Jak obiecałem życzenia złożyłem, a teraz czekam na zapłatę.


- Flaggowi życzę, aby nigdy więcej Jarek nie zapomniał wspomnieć o nim w wywiadzie. No i oczywiście życzę Ci tego, aby Redzik do Ciebie nie dzwonił, kiedy jesteś z siostrą.


- Gutsowi życzę, żebym wreszcie przestał mu spamować gg, bo już pewnie ma tego dosyć.


- Jareckiemu życzę, aby w nowym roku dalej nie wykryli jego cheatów i dalej mógł się cieszyć opinią jednego z najlepszych polskich graczy.


- Kamilosowi życzę, żeby pijana Magda nie wyzywała go więcej na TS.


- Redzikowi życzę, aby nie zabrakło mu nigdy dinozaurów, do których mógłby się przytulić. No i żeby te chmury zachowywały się normalnie.


- Starowi życzę, aby nigdy nie wrócił do TMN, bo zacząłby wtedy zaniedbywać swoją dziewczynę, a do tego dopuścić nie możemy… Żartowałem. Wracaj do nas jak najszybciej. No i oczywiście życzę Ci dalej tak zajeb...... imprez.


- Wandalowi życzę, aby nikt, nigdy nie zapomniał o pogrubieniu jego nicka.


- Waściowi życzę, żeby wreszcie załapał skilla.. Bo ten nick: noskill dziwnie wygląda z tagiem TCW.


- Elvisowi życzę, aby nie zabrakło tras mini, na których mógłby zrobić kolejne lokale.


- Lolce życzę, aby w każdym artykule znalazła coś na swój temat.


- Magdzie życzę, aby chłopak się za bardzo na nią nie gniewał, kiedy przeczyta wszystkie jej wypowiedzi na forum i dowie się, że Magda ma romans przynajmniej z połową sceny.


- Fefanowi życzę… Jako że sam sobie życzeń składać nie będę, to mam nadzieję, że znajdzie się przynajmniej jedna osoba, która mnie w tym wyręczy.





Imienne życzenia złożyłem tylko naszym klanowiczom, mimo że jest też sporo osób z poza naszego klanu, którym również chciałbym życzyć tego i owego. Na czele z Martą (bardziej znaną jako przyszły żul sceny), Jakubem, Shadowem, Dodą (podobno bez silikonu) oraz resztą ekipy, z którą spędzam długie zimowe wieczory na TS. Tak więc jeszcze raz: Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku… I odejdźcie wreszcie od kompów na te święta… Jarka to nie dotyczy. On przecież musi trenować…


No i w ramach zakończenia chciałbym prosić, aby w następnym miesiącu miało miejsce przynajmniej jedno wydarzenie, które warto by było opisać. Już sam nie wiem jakie. O ciąży Magdy już wspominałem, a ona nic sobie z tego nie robi. Nawet starałem się przekonań Jarka żeby odszedł z klanu. Oczywiście parę dni później znowu by do nas doszedł. No ale przez ten czas zdążyłbym opisać to wydarzenie, a przy okazji pewnie wybuchłaby mała drama. Już widzę te nagłówki w gazetach… „Jarecki odszedł z TCW”„Czy to koniec Cioci Wiesi?”. Jednak Jarek się nie zgodził, więc nie ma co gdybać i pozostaje mi tylko prosić Was, abyście dostarczyli mi materiałów do pisania… Przecież w styczniu świąt nie ma i nie miałbym okazji żeby i w następnym miesiącu składać wam życzenia.


Wstęp był, rozwinięcie było, zakończenie też się znalazło. Innymi słowy opisałem wszystko, co powinno się znajdować w blogu. No i znowu pozdrawiam wszystkich, którym chciało się to czytać i zapraszam najprawdopodobniej już w lutym na kolejną część bloga. A ja idę załatwiać sobie kredyt we frankach, którego nawet Bogu nie dostał.


Strona 1 z 2 1 2 >
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Universal Soldiers
GIGABYTE